Stefaniak: U prezydenta dominuje PiS-owska logika

2026-02-13 10:44

Wiceszef Kancelarii Premiera z PSL, Jakub Stefaniak, był gościem „Expressie Biedrzyckiej”: - Przedstawiciele rządu szli na to spotkanie z takim nastawieniem i po to, żeby wyjaśnić pewne wątpliwości, przekonać środowisko PiS-u oraz wywodzące się z niego środowisko prezydenta, że nie warto straszyć Polaków programem SAFE.

Wiceszef KPRM: "Nawrocki BIERZE ODPOWIEDZIALNOŚĆ za Cenckiewicza!" Szef BBN pod lupą służb!

„Super Express”: - Napięcie przed niejawną częścią posiedzenia Rady Bezpieczeństwa Narodowego było widać gołym okiem. W jakiej atmosferze odbyła się część niejawna?

Jakub Stefaniak: - Było długo, co wiadomo, i były tematy także bardzo poważne. Przedstawiciele rządu szli na to spotkanie z takim nastawieniem i po to, żeby wyjaśnić pewne wątpliwości, przekonać środowisko PiS-u oraz wywodzące się z niego środowisko prezydenta, że nie warto straszyć Polaków programem SAFE, tak jak kiedyś dziadkowie straszyli wnuczków babą Jagą. Bo to do niczego dobrego nie prowadzi. Sytuacja geopolityczna jest jaka jest i chyba nastąpiła już refleksja ws. strategii Ministerstwa Obrony Narodowej.

- To znaczy?

- Żeby budować nasze bezpieczeństwo grając na dwóch fortepianach. Po pierwsze, o tym mówi także premier Tusk, Ameryka była, jest i będzie naszym sojusznikiem. Nikt tego nie kwestionuje. Ale ze względu na różne czynniki, także logistyczne, jako odpowiedzialne państwo, które jest granicą Unii Europejskiej, powinno zadbać o to, żeby w przypadku zerwania łańcucha dostaw nie zostać na lodzie.

- Komentarze po posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa Narodowego są zupełnie rozbieżne, jedno mówią ludzie prezydenta, drugie przedstawiciele rządu. Co ma o tym myśleć wyborca?

- Sądzę, że obywatele wyciągają wnioski z tego, co się dzieje w sektorze bezpieczeństwa, jakie konkretne działania i decyzje są podejmowane. Jak choćby budowa fabryki amunicji w Kraśniku i uniezależnianie się od zewnętrznych dostawców. Ten „zgrzyt”, tak to określmy, może wynikać z tego, że czasem język merytoryki w zderzeniu z językiem polityki powoduje iskrzenie. Narracja Pałacu Prezydenckiego się tutaj rozjechała, bo z jednej strony mówią o tym, że prezydent nie może podejmować decyzji ws. programu SAFE, jeśli w stu procentach nie ma rozwianych wątpliwości, ale już w drugim, punkcie, czyli Radzie Pokoju, żadna analiza już nie jest potrzebna. Jest tylko parcie na rząd, by wymóc rekomendacje przystąpienia Polski, a najlepiej pana prezydenta, do tego gremium. Więc to się kompletnie rozjeżdża. Pierwszy punkt jest zupełnie inaczej interpretowany niż drugi i to pokazuje jakie są prawdziwe intencje. Tymczasem w kwestii bezpieczeństwa naprawdę nie ma sensu sypać piachu w tryby rządu. Ona powinna być wyłączona z politycznego sporu i my zawsze będziemy do tego dążyli.

- Dlaczego, pana zdaniem, prezydent jest tak bardzo zdystansowany do programu SAFE? Bo przecież chyba nie chodzi o to, że to nisko oprocentowana, wieloletnia pożyczka?

- Wydaje mi się, że u prezydenta dominuje jednak pisowska mentalność. Mentalność pisowska polegająca na tym, że przez osiem lat swoich rządów ta formacja podejmując decyzję we wszelkich obszarach działania państwa, kierowała się polityką. Czasem niekoniecznie zgodnie z logiką i merytorycznymi przesłankami. I to może stanowić przeszkodę w porozumieniu się.

- Wyobraża pan sobie, że Karol Nawrocki nie podpisuje ustawy wdrażającej program SAFE?

- Jestem w stanie wyobrazić sobie wszystko. Taka sytuacja jest możliwa, ale naszą rolą – rolą odpowiedzialnego rządu – jest zrobić wszystko, aby przekonać prezydenta i jego otoczenie. W interesie Polski i bezpieczeństwa naszych obywateli jest to, żeby taki podpis złożył. To nie jest kwestia „lubię, nie lubię”. Złośliwości polityczne można sobie odłożyć na inną okazję i na innym polu je ćwiczyć. Sądzę, że całe MON z Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem na czele, cały Sztab Generalny ma na tyle narzędzi, instrumentów i argumentów, żeby pana prezydenta przekonać i że jednak tę ustawę podpisze. Na razie jesteśmy świadkami, i obym miał rację, politycznej gry. Widać zawsze merytorycznym decyzjom musi towarzyszyć polityczna otoczka.

- Kolejna kość niezgody to przystąpienie do Rady Pokoju Donalda Trumpa. Prezydent jest entuzjastą, rząd na razie nie wyraża zgody. Mało tego, Karol Nawrocki przekonuje, że nie ma mowy o żadnym miliardzie dolarów „wpisowego”, a każdy, kto o tym mówi, mija się z prawdą bądź manipuluje.

- Może pan prezydent nie zrozumiał tego, co mówi pan prezydent Trump. Może mu doradcy źle przekazali – tego nie wiem. Ale ja już mówiłem o tej niekonsekwencji: środowisko prezydenta musi znać wszelkie szczegóły dotyczące programu SAFE, ale w przypadku Rady Pokoju już nie. Przecież nie mamy żadnych możliwości przeprowadzania rzetelnych analiz, o tej Radzie nic nie wiadomo.

- Poza tym, że jest do niej zaproszony Putin i Łukaszenka.

- I tutaj prezydent wątpliwości nie ma. Przecież to się kupy nie trzyma. Narracja Pałacowi Prezydenckiemu kompletnie się rozjechała. Natomiast my jako odpowiedzialna koalicja rządząca nie możemy zadeklarować, że będziemy zgłaszali akces do tej Rady bez rzetelnych informacji i analiz merytorycznych. Cały aparat urzędniczy związany z Ministerstwem Spraw Zagranicznych czeka na to, żeby dostać dane i móc te analizy przeprowadzić. Trudno się dziwić, że odpowiedzialne środowiska polityczne tworzące dzisiaj rząd mówią: poczekajmy, obserwujmy, nie mówimy ani „tak”, ani „nie”. Przecież my nawet nie wiemy, jaki skutek, jakie konsekwencje czy jaki wpływ na sojusze, w których już dziś jesteśmy, miałoby przystąpienie do tej Rady. Dziś najważniejszym sojuszem, w którym jest Polska jest Sojusz Północnoatlantycki. I tu chyba nie ma żadnych wątpliwości, bez względu na to czy ktoś jest z KO, PSL czy PiS.

- Chyba, że jest z partii Brauna.

- No to już w ogóle jest oszołomem.

Rozmawiała Kamila Biedrzycka

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki