„Super Express”: - Prawo i Sprawiedliwość początkowo dość entuzjastycznie podchodziło do pomysłu powołania sejmowej komisji śledczej w sprawie wyjaśnienia afery Zondacrypto. Później Jarosław Kaczyński stwierdził, że lepszym byłoby powołanie komisji zaufania publicznego, która składałaby się z 15 ekspertów. To co: komisja śledcza czy komisja zaufania publicznego?
- Jak usłyszałem Jarosława Kaczynńskieg, to powiem szczerze — pierwsze, co mi przyszło do głowy, to takie stwierdzenie: PiS i zaufanie publiczne to jak Lucyfer i pierwsza komunia święta. No nie. Jeżeli pan prezes Kaczyński chce pokazać, że jest zwolennikiem tego, żeby budować zaufanie publiczne, to ja mam dla niego świetną propozycję: niech zacznie od swoich kolegów i koleżanek. Niech może najpierw publicznie wyspowiadają się ci, którzy za rządów prawicy sprawowali władzę w Ministerstwie Sportu — wtedy, w 2023 roku, na wiosnę, kiedy pan Piesiewicz był wybierany, ministrem sportu był pan Bortniczuk, a zastępcą jego, wiceministrem, była pani Krupka, która może faktycznie początkowo zaczynała karierę w polityce jako swoista maskotka PiS, ale dzisiaj pełni bardzo ważną funkcję, bo jest wiceprezesem partii. Więc jeżeli, panie Jarosławie Kaczyński, chce pan mówić o komisji zaufania publicznego, budować zaufanie publiczne, to proszę sprawić, żeby pana koledzy i koleżanki partyjni wyspowiadali się z tego, dlaczego tak bardzo zabiegali o to, żeby pan Piesiewicz został prezesem PKOl-u.
- Te wątki komisja zaufania publicznego też wyjaśni?
- Nie trzeba wydawać publicznych pieniędzy i budować jakiegoś dziwnego tworu i tworzyć komisji. Wystarczy, że publicznie ci wymienieni politycy się wyspowiadają z tego, co robili i jakie mają związki z panem Piesiewiczem.
- Ale w momencie powoływania komisji śledczej, pan może użyć podobnych argumentów, że to generuje jakieś koszty…
- Ale to jest zupełnie co innego. Komisja śledcza działa w obrębie działań Sejmu, składa się z posłów. Natomiast taki ekstraordynaryjny twór, który proponuje pan Kaczyński, to jest coś, co trzeba zbudować przy ministerstwie i za to zapłacić, dać tym ludziom jakieś pieniądze, pewnie też przy okazji przejść awanturę: kto jest ekspertem, a kto nie, kto się nadaje do zasiadania w takiej komisji. To jest coś, co dzisiaj można by było zaliczyć do próby rozmydlenia problemu. Więc my się na to nabrać nie damy.
- Czyli komisja zaufania publicznego — nie. A sejmowa komisja śledcza, co proponuje Mateusz Morawiecki?
- To też jest przykład miotania się od ściany do ściany, bo już kompletnie się pogubili. Raz mówią, że komisja śledcza zła, raz mówią, że dobra. Ustalanie zeznań na prawicy też mnie mało interesuje. Dzisiaj mamy prokuraturę, która sprawą się zajmuje — i to jest instytucja, która, zgadzam się z opinią pana marszałka Hołowni — jest instytucją, która ma sprawę wyjaśnić. I ona jest instytucją zaufania publicznego, albo powinna być nią w założeniu dla wszystkich, także dla polityków prawej strony. Więc po co mnożyć byty?
- Ma pan pewność, że prokuratura tę sprawę wyjaśni, jak tego domagał się premier Donald Tusk i wtórował mu Mateusz Morawiecki „do spodu”?
- Oczekiwanie społeczne jest duże. Proszę pamiętać o tym, że cały czas w tej sprawie ginie nam jeszcze jeden bardzo ważny komponent — komponent osób poszkodowanych przez giełdę kryptowalut. To są polscy obywatele. I w interesie państwa polskiego jest to, żeby po pierwsze: wyjaśnić tę sprawę; po drugie: zrobić wszystko, żeby poszkodowani odzyskali pieniądze — nie tylko ci uprzywilejowani, którzy te pieniądze odzyskali, ale wszyscy; a po trzecie: żeby wprowadzić — i tutaj wchodzimy na kolejne podwórko — taki mechanizm zabezpieczający na przyszłość, żeby jedna czy druga giełda kryptowalut nie była w stanie Polaków ponownie oszukać. I temu służyła ustawa, którą przygotował rząd, która trzy razy została zawetowana przez Karola Nawrockiego, bo znalazły się tam — zdaniem prezydenta — nadregulacje. To nie jest moim zdaniem opinia Karola Nawrockiego, tylko coś, co jest powtarzane przez jego współpracowników.
- Sugeruje pan, że prezydent ulega jakiemuś wpływowi?
- Niczego nie sugeruję, ale obserwuję co dzieje się zarówno w przestrzeni medialnej w tej sprawie, jak i w przestrzeni politycznej. W przestrzeni politycznej mamy jednego albo drugiego urzędnika Pałacu Prezydenckiego, który wychodzi w Sejmie na mównicę i broni weta prezydenta, używając tych samych argumentów — tych samych argumentów! — co szef kryptogiełdy. No to nie trzeba być wielkim fachowcem w dziedzinie śledztw, nie trzeba być prokuratorem, nie trzeba być Sherlockiem Holmesem, żeby sobie zadać pytanie: czy tutaj czasem nie jest coś nie halo? Co więcej, politycy prawicy biegali ostatnio po Sejmie — i nie tylko — pokazywali różnego rodzaju fejkowe zdjęcia w kontekście afery Zondacrypto. A jeden z portalu zamieścił zdjęcie państwa Nawrockich z byłym agentem CBA, który był współpracownikiem prezesa Zondacrypto. Tłumaczenie jednego z urzędników Pałacu Prezydenckiego jest takie, że ten pan przez przypadek sobie zrobił zdjęcie, bo przechodził z tragarzami wokół Pałacu Prezydenckiego. Jest to co najmniej już nawet nieśmieszne, ale obraźliwe.
- Rozumiem, że nie oskarża pan o to Karola Nawrockiego, że jest umoczony w sprawie Zondacrypto, ale że ma jakieś związki z tą aferą?
- Nie oskarżam, ale zadaję pytania. I też wzywam urzędników Pałacu Prezydenckiego do tego, żeby się wytłumaczyli z pewnych powiązań, z pewnych przypadków, których jest w tej sprawie bardzo dużo. Bo przypadkowo — tak jak powiedziałem — pan Bogucki używa tych samych argumentów co pan Kral, broniąc rynku kryptowalut. Przypadkowo były oficer CBA, który jest zamieszany w aferę, robi sobie zdjęcie. To nie jest muzeum figur woskowych, pani redaktor. No nie wchodzi się do Pałacu Prezydenckiego ot tak, żeby sobie zrobić zdjęcie z prezydentem i jego żoną — po zakupie biletu. No nie. Tam nie trafiają przypadkowe osoby. Więc niech nie ściemniają. I to nie chodzi o to, że oszukują konkurencję polityczną, tylko oszukują Polaków. Jeżeli opowiadają takie bzdury, to jest obraźliwe — to jest obrażanie inteligencji polskich obywateli. Jeżeli nie mają nic na sumieniu, to bardzo proszę: karty na stół. A przy okazji testem będzie to, co będzie działo się w piątek w Sejmie — czyli kwestia odrzucenia po raz kolejny weta. Apelujemy do polityków, szczególnie Rozwoju Plus, ale także i Konfederacji, żeby pokazali — przepraszam za wyrażenie — kohones i pokazali, że nie chodzą na pasku jednego czy drugiego polityka albo biznesmena, tylko żeby zachowali się jak trzeba.
Rozmawiała Kamila Biedrzycka
Not.: ABR