- Projekt przyjęty przez Sejm przewiduje możliwość wydawania nakazów ograniczenia dostępu do nielegalnych treści
- Prezes UKE ma prowadzić rejestr stron rozpowszechniających treści naruszające prawo
- Goście programu zwrócili uwagę, że ograniczenia wiekowe na platformach społecznościowych łatwo obejść
- W rozmowie podkreślono potrzebę edukacji rodziców i nauczycieli oraz działań zapobiegawczych w szkołach
Po atakach i pogłoskach z internetu policja sprawdziła tysiące szkół
Na początku października, po atakach z użyciem noża, między innymi w Ostrołęce i Leszczydole-Nowinach, wzrosły obawy o bezpieczeństwo uczniów. W internecie krążyły też niesprawdzone informacje o tak zwanym „krwawym piątku”, czyli rzekomo planowanych, skoordynowanych atakach na szkoły. W Leszczydole-Nowinach zginęła jedna osoba.
Policja przekazała, że nie znalazła przesłanek potwierdzających taki scenariusz. Mimo to sprawdziła ponad 10 tys. placówek i zatrzymała dziesięć osób. Premier Donald Tusk mówił wówczas o konieczności ograniczenia zagrożeń wynikających z fali przemocy.
Projekt ma ułatwić blokowanie nielegalnych treści
Sejm ponownie przyjął nowelizację, która ma wdrożyć do polskiego prawa rozwiązania z unijnego aktu o usługach cyfrowych, czyli DSA. Sądy i inne właściwe organy mają zyskać możliwość nakazywania ograniczenia dostępu do treści naruszających prawo, między innymi związanych z przestępstwami, oszustwami, mową nienawiści i naruszaniem praw autorskich.
Rejestr stron rozpowszechniających nielegalne treści ma prowadzić Prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej. W pilnych sprawach, między innymi dotyczących seksualnego wykorzystywania dzieci, kradzieży tożsamości i oszustw, prokuratura, policja, Krajowa Administracja Skarbowa oraz Straż Graniczna będą mogły występować o szybkie blokowanie takich treści.
W „Expressie Biedrzyckiej” Magdalena Rigamonti oceniła, że regulacje są potrzebne, ale nie rozwiążą problemu treści podsuwanych dzieciom przez algorytmy platform. Przypomniała również o styczniowym wecie prezydenta Karola Nawrockiego wobec wcześniejszej wersji przepisów o bezpieczeństwie dzieci.
Ograniczenia wieku nie wystarczą. Problemem są też algorytmy
Magdalena Rigamonti zwracała uwagę, że minimalny wiek wymagany przez serwisy społecznościowe łatwo obejść, wpisując nieprawdziwą datę urodzenia. Z rozmów z uczniami i nauczycielami wynikało, że z platform korzystają także młodsze dzieci, mimo obowiązujących ograniczeń. Często dostają smartfon lub komputer już przy okazji pierwszej komunii.
Jej zdaniem algorytmy mogą podsuwać młodym użytkownikom treści epatujące przemocą lub promujące ideologie oparte na przemocy, nawet jeśli wcześniej oglądali materiały o zupełnie innej tematyce. Dziennikarka proponowała, by dostęp do platform algorytmicznych miały dopiero osoby, które ukończyły 16 lat.
Marcin Celiński podkreślał, że problemem jest nie tylko wiek podany przy zakładaniu konta, lecz także profilowanie użytkowników przez platformy. Jego zdaniem państwo powinno rozwijać narzędzia do wykrywania takich praktyk i skuteczniej reagować, gdy dane służą do docierania z określonym przekazem do osób podatnych na manipulację.
Kto powinien chronić dzieci w sieci?
Poruszono także problem treści dezinformacyjnych trafiających do dzieci. Magdalena Rigamonti mówiła o polskojęzycznych materiałach propagandowych przygotowywanych z użyciem sztucznej inteligencji. Jej zdaniem działania różnych instytucji wymagają lepszej koordynacji. Marcin Celiński proponował utworzenie instytucji wyspecjalizowanej w przeciwdziałaniu dezinformacji, której zadania określałaby ustawa.
Oboje podkreślali, że odpowiedzialności za zagrożenia w internecie nie można przerzucać wyłącznie na szkoły. Magdalena Rigamonti apelowała, by rodzice sprawdzali, co dzieci robią w telefonach, i ograniczali czas spędzany przed ekranem. Marcin Celiński zwracał z kolei uwagę, że rodzice, inni dorośli i nauczyciele potrzebują podstawowej wiedzy oraz narzędzi do rozpoznawania zagrożeń.
Poniżej możesz obejrzeć cały materiał: