- Polska rozważa udział w nowej "Radzie Pokoju" inicjowanej przez Biały Dom, ale napotyka na poważne kontrowersje.
- Wiceszef Kancelarii Prezydenta, Marcin Przydacz, wyraża sprzeciw wobec obecności Łukaszenki i Putina na liście zaproszonych.
- Czy Polska zrezygnuje z prestiżowej inicjatywy, czy spróbuje wpłynąć na skład Rady?
W rozmowie z RMF FM Przydacz stwierdził:
"Oczywiście jest ta kontrowersja, o której wszyscy wiemy, że do Rady Pokoju zapraszani są tacy politycy, z którymi z całą pewnością prezydentowi Nawrockiemu po drodze nie jest." Dodał, że "z wiadomych względów nie uznajemy funkcjonowania w takiej formule Aleksandra Łukaszenki, a z drugiej strony wszyscy wiemy, że Władimir Putin jest agresorem".
To mocne słowa, które jasno określają polskie stanowisko wobec tych postaci.
Dyplomatyczny labirynt: Amerykański skład, polskie wątpliwości
Fakt, że to strona amerykańska decyduje o składzie "Rady Pokoju", stawia Polskę w trudnej sytuacji dyplomatycznej. Zaproszenie od Białego Domu to prestiż i szansa na realny wpływ na globalne procesy pokojowe. Wspólne zasiadanie przy stole z agresorem i dyktatorem jest politycznie i moralnie problematyczne.
"Jak wiemy, prawie 60 uczestników ma mieć ta rada" – zaznaczył Przydacz, sugerując, że Polska nie ma wpływu na całą listę.
To stawia pytanie o to, jak duży wpływ na kształt Rady będzie miała Polska i czy jej głos w kwestii wykluczenia pewnych postaci zostanie usłyszany.
Dlaczego obecność Putina i Łukaszenki jest tak problematyczna?
Udział Władimira Putina, prezydenta Rosji, w jakiejkolwiek "Radzie Pokoju" jest szczególnie kontrowersyjny w kontekście trwającej wojny w Ukrainie. Rosja jest agresorem, a jej działania są potępiane przez większość społeczności międzynarodowej. Zasiadanie z Putinem przy stole negocjacyjnym, zwłaszcza w formacie mającym na celu budowanie pokoju, mogłoby być odebrane jako legitymizowanie jego działań.
Podobnie rzecz ma się z Aleksandrem Łukaszenką, prezydentem Białorusi, którego reżim jest oskarżany o łamanie praw człowieka i wspieranie rosyjskiej agresji. Dla Polski, która bezpośrednio graniczy z tymi państwami i jest świadkiem ich działań, wspólne uczestnictwo w takim forum jest szczególnie wrażliwe.
Polityk pod lupą. Andrzej Szejna tłumaczy się z drogich zegarków
Brak opinii MSZ: Czy czas nagli?
Wiceszef Kancelarii Prezydenta ujawnił również, że Pałac Prezydencki zwrócił się do Ministerstwa Spraw Zagranicznych z prośbą o oficjalną opinię w sprawie udziału Polski w Radzie Pokoju. Jednakże, jak zaznaczył Przydacz, "od wczoraj jeszcze nie mamy odpowiedzi z MSZ, choć czas jest tutaj kluczowy". Fakt, że Amerykanie planują dyskutować o Radzie już w najbliższych dniach w Davos, sugeruje, że tempo podejmowania decyzji może być bardzo szybkie.
To opóźnienie ze strony MSZ może budzić pytania o sprawność komunikacji między kluczowymi ośrodkami decyzyjnymi w Polsce, zwłaszcza w tak ważnej kwestii międzynarodowej.
Co dalej? Polska przed trudną decyzją
Wypowiedź Przydacza jasno wskazuje, że Polska ma poważny dylemat. Udział w "Radzie Pokoju" z udziałem Putina i Łukaszenki może być trudny do zaakceptowania przez polskie społeczeństwo i partnerów w regionie. Z drugiej strony, rezygnacja z udziału może oznaczać utratę wpływu na ważną inicjatywę międzynarodową. Najbliższe dni, w tym rozmowy w Davos, będą kluczowe dla podjęcia decyzji, która będzie miała dalekosiężne konsekwencje dla polskiej polityki zagranicznej.
Poniżej galeria zdjęć: Karol Nawrocki w National Army Museum