"Super Express": - Rząd skierował do północno-wschodniej Polski, w rejon granicy z obwodem królewieckim, żołnierzy jednostki specjalnej GROM, która razem z policyjnymi oddziałami kontrterrorystów spodziewała się pojawienia grup dywersyjno‑rozpoznawczych w części powiatów województw warmińsko‑mazurskiego i podlaskiego. Co my z tej informacji możemy wyczytać.
Płk Krzysztof Przepiórka: - Te informacje były już podawane kilka miesięcy temu. Służby monitorowały — nie tylko nasze służby, ale również służby naszych sojuszników — że należy się spodziewać właśnie w końcu roku eskalacji działań dywersyjnych ze strony Federacji Rosyjskiej, a przede wszystkim z kierunku królewieckiego. To dzieje się już u Finów, fińskie służby podały taką informację, u Bałtów, czyli na Łotwie głównie. I tam oczywiście rosyjskie służby działają. To samo dzieje się z naszymi regionami, szczególnie przy granicy z obwodem królewieckim i Białorusią. To będzie eskalowało, Putin to zapowiadał i on nie odpuści sobie odwrócenia uwagi od Ukrainy właśnie takimi działaniami dywersyjnymi.
- Ale teraz pytam pana jako współtwórcę GROM-u, bo na mój rozum służby specjalne to jest jedno, funkcjonariusze policji to jest drugie, ale żołnierze GROM-u to już jest zupełnie inna historia...
- Nie ma odrębnych działań jednostek. Jedne mają zadania zanim wejdzie GROM, a GROM ma wyczyścić wszystko. Natomiast diagnoza, wskazanie celów należy do służb specjalnych. Musimy rozróżnić siły specjalne od służb specjalnych. Służby specjalne to jest Służba Kontrwywiadu Wojskowego, Wywiadu Wojskowego, to jest Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego — to są służby. Natomiast siły specjalne to są kontrterroryści policyjni i wreszcie nasz komponent sił specjalnych, w tym jednostka GROM.
Czy Polsce grozi wojna domowa? „To jest kryzys naszej państwowości”. Prof. Modzelewski ostrzega
- Co to znaczy, że żołnierze GROM mają wszystko wyczyścić?
- Jeżeli ktoś zostawia bałagan, to żołnierze wchodzą i robią porządek.
- Wysłanie żołnierzy GROM-u, panie pułkowniku, tak jak w tym przypadku mówimy w okolice obwodu kaliningradzkiego, to jest decyzja, którą można podjąć bez zgody prezydenta?
- W naszej konstytucji jest zapisane w ten sposób, że jeżeli nie ma ogłoszonego stanu wyjątkowego, stanu wojennego, regularnych jednostek sił zbrojnych nie można używać w czasie pokoju. W czasie pokoju oczywiście wyjątki stanowią katastrofy ekologiczne i tak dalej. Natomiast jeżeli mamy do czynienia z taką sytuacją, jaką mamy w tej chwili, to jednostki specjalne mogą być użyte. Dobrze by było, żeby była zgoda wszystkich sił politycznych, ale jeżeli nawet nie ma zgody prezydenta, jest taka możliwość, że we współpracy — jeżeli to jest jakaś specjalna operacja służb specjalnych — dowodzi wtedy ktoś ze służb. Można wykorzystać tego typu jednostki jak jednostkę GROM i dobrze, że tak się dzieje, ponieważ żołnierze GROM-u są najlepiej przygotowani do tego typu operacji przeciwdywersyjnych. Nie tylko zresztą, ale te zadania również są w ich zakresie działania.
- Dopytam jeszcze raz, żebyśmy mieli tutaj jasność. Czy zaangażowanie żołnierzy GROM-u świadczy o tym, że to jest jakaś nowa jakość, jeżeli chodzi o poziom zagrożenia dywersją ze strony Federacji Rosyjskiej?
- Jest zagrożenie ze strony Federacji Rosyjskiej, zagrożenie akcjami dywersyjnymi. Do tego typu zadań najlepiej przygotowane są jednostki specjalne, w tym jednostka GROM, i nie ma sensu używać tutaj ciężkich jednostek wojskowych. Wystarczy wykorzystanie świetnie przeszkolonych, świetnie realizujących tego typu zadania żołnierzy GROM-u czy kontrterrorystów z policji — oni sobie z tym znakomicie poradzą, do tego są zresztą przygotowywani. I to jest jeden aspekt, a drugi jest taki, że dajemy konkretny sygnał Federacji Rosyjskiej, że z nami nie będzie lekko i należy powściągać swoje zapędy, jeżeli chodzi o działania dywersyjne.
- Na miejscu Kremla potraktowałabym dość poważnie tę zapowiedź.
- Oczywiście, oni traktują to poważnie. Proszę mi wierzyć.
- Na Łotwie uzbrojeni, nieoznakowani wojskowi przepychali przez granicę migrantów, dywersanci przedstawiali się jako tak zwana organizacja Czarna Ruś. Podobnie było w Finlandii. I teraz znów: czy to oznacza, że my powinniśmy obawiać się tego, że jakieś zielone ludziki nagle zaczną się pojawiać na polskim terytorium?
- Tak, ale nie mieliby żadnych szans. Na Krymie było sporo obywateli rosyjskich, to samo dzieje się w krajach bałtyckich — przecież około 30 procent ludności tych krajów to są rdzenni Rosjanie i mogą liczyć na tego typu pomoc, mówię o zielonych ludzikach. Natomiast u nas nie. Społeczeństwo jest dobrze wyedukowane i żadnych takich przebierańców tutaj nie tolerowalibyśmy i oni sobie też zdają z tego sprawę. Co nie znaczy, że jakieś pojedyncze incydenty mogą zaistnieć, ale to zostanie szybko rozwiązane.
Rozmawiała Kamila Biedrzycka