- Decyzja Ukrainy o nadaniu jednostce wojskowej nazwy "Bohaterowie UPA" wywołała silne oburzenie w Polsce, stawiając na próbę relacje między krajami.
- Premier Donald Tusk stanowczo oczekuje od Kijowa "pierwszego kroku" – jasnego gestu, który załagodzi historyczne napięcia i odbuduje zaufanie.
- Dowiedz się, dlaczego ta kwestia jest tak bolesna dla Polaków i jaki konkretny sygnał jest niezbędny, by uniknąć pogłębiania kryzysu.
To nie jest temat, który szybko ucichnie. Decyzja Wołodymyra Zełenskiego o nadaniu jednostce sił specjalnych nazwy „Bohaterów UPA” wywołała w Polsce ostrą reakcję polityków i opinii publicznej.
Premier Donald Tusk odniósł się do sprawy podczas spotkania w Kleczewie. Jak relacjonuje PAP, podkreślił, że Polska oczekuje od Ukrainy jasnego sygnału po tej decyzji.
Tusk mówi o „pierwszym kroku” Kijowa
Szef rządu zaznaczył, że docierają do niego głosy z Ukrainy, w tym list byłego prezydenta Wiktora Juszczenki. Polityk apelował, by nie dopuścić do tego, aby spory historyczne zdominowały przyszłość relacji obu państw.
Tusk streścił ten przekaz słowami: „Żeby przeszłość nie rządziła przyszłością”. Jednocześnie premier jasno wskazał, że po ostatnich wydarzeniach inicjatywa należy do Kijowa. „Pierwszy krok” powinien wykonać właśnie ukraiński rząd. Według informacji PAP chodzi o publiczny gest, który pokazałby zrozumienie dla polskiej wrażliwości historycznej.
Decyzja Zełenskiego zabolała w Polsce
Kontrowersyjna decyzja zapadła pod koniec maja. Samodzielne Centrum Operacji Specjalnych „Północ” otrzymało nazwę „Bohaterów UPA”. Strona ukraińska tłumaczyła to oficjalnie: „W celu przywrócenia historycznych tradycji narodowego wojska”.
W Polsce takie uzasadnienie spotkało się z ostrą krytyką. Dla wielu osób UPA pozostaje symbolem zbrodni na ludności cywilnej, a nie walki o niepodległość. To właśnie dlatego decyzja Zełenskiego wywołała tak silne emocje.
Wołyń wciąż jest otwartą raną
Kwestia UPA i OUN od lat pozostaje jednym z najtrudniejszych tematów w relacjach polsko-ukraińskich. Według ustaleń polskich historyków w lipcu 1943 roku oddziały UPA przeprowadziły skoordynowane ataki na około 150 polskich miejscowości na Wołyniu.
W Polsce wydarzenia te określane są jako ludobójstwo wołyńskie. Dlatego każda próba upamiętniania UPA w przestrzeni publicznej Ukrainy wywołuje w Polsce sprzeciw i emocjonalne reakcje.
Reakcje polityków i dyplomacji
Na decyzję Kijowa zareagowali najważniejsi polscy politycy. Premier Donald Tusk mówił o potrzebie jasnego sygnału ze strony Ukrainy. Wicepremier i minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz podkreślał, że pamięć o ofiarach Wołynia nie może być pomijana.
Głos zabrała także polska dyplomacja. Minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski w rozmowach z ukraińskim odpowiednikiem Andrijem Sybihą miał, według informacji MSZ i PAP, podkreślić znaczenie dialogu historycznego oraz potrzebę unikania działań, które mogą pogłębiać napięcia.
Co ustalili Sikorski i Sybiha
W piątek w Warszawie odbyło się spotkanie szefów dyplomacji Polski i Ukrainy. Jak przekazało MSZ, rozmowy dotyczyły zarówno bieżącej współpracy, jak i kwestii historycznych.
Radosław Sikorski miał wskazać, że Polska oczekuje konkretnych działań ze strony Ukrainy w sprawach pamięci historycznej, w tym kontynuacji prac ekshumacyjnych i dialogu dotyczącego Wołynia. Z kolei Andrij Sybiha deklarował gotowość do dalszych rozmów i utrzymania strategicznego partnerstwa między krajami. Nie ogłoszono jednak żadnych przełomowych decyzji, rozmowy mają być kontynuowane.
Order i rosnące napięcie
Spór szybko nabrał dodatkowego wymiaru. Prezydent Karol Nawrocki 19 czerwca poinformował o odebraniu Wołodymyrowi Zełenskiemu Orderu Orła Białego. Dzień później ukraiński przywódca miał odesłać odznaczenie do Warszawy firmą kurierską. Te wydarzenia tylko zwiększyły napięcie i pokazały, jak poważny stał się konflikt wokół pamięci historycznej.
Polska czeka na jasny sygnał
Premier Donald Tusk podkreśla, że Polska nie zamyka się na współpracę z Ukrainą, ale oczekuje wyraźnego gestu, który pokaże zrozumienie dla polskiej perspektywy. Jak zaznaczył, bez takiego sygnału trudno będzie uspokoić emocje i odbudować pełne zaufanie. Bo choć oba kraje łączy dziś strategiczne partnerstwo, to historia wciąż potrafi je wystawić na poważną próbę.
Poniżej galeria zdjęć: Donald Tusk, wizyta w Niemczech