- W Platformę byłem zaangażowany całym sercem - mówi nam Jaros. - Ale ważniejsza jest praca, a nie nieustanne polityczne zapasy, które nikomu nie są potrzebne - dodaje.
Nie jest tajemnicą, że Schetyna i Jaros nie przepadają za sobą. Bo młody parlamentarzysta to bliski współpracownik Jacka Protasiewicza (49 l.), z którym aktualny szef PO toczył boje o przywództwo w partii na Dolnym Śląsku.
Odejście Jarosa to kolejny przykład na to, że w partii dzieje się źle. Niedawno zawieszony został m.in. Michał Kamiński (44 l.), a w Łodzi z partii wyrzucono 700 osób - oficjalnie, bo nie płacili składek członkowskich. Ale wiadomo, że chodziło o uniemożliwienie zdobycia władzy Cezaremu Grabarczykowi (56 l.). - Na to samo zanosi się we Wrocławiu - dodaje Jaros.
W stolicy Dolnego Śląska tylko patrzeć, jak odejdą kolejni politycy. Przede wszystkim wspomniany Protasiewicz, ale też Stanisław Huskowski (63 l.), który nieraz otwarcie krytykował Schetynę. - W tych trudnych dla PO chwilach należy nasze środowisko konsolidować, a nie dzielić - mówi nam Grabarczyk.
Tymczasem Stanisław Gawłowski (48l), sekretarz partii, bagatelizuje zarówno odejście Jarosa, jak i wydarzenia w Łodzi. - Platforma jest narażona na wiele zagrożeń. Ale ze wszystkimi sobie poradzi. Odejście posła Jarosa nie jest niczym nadzwyczajnym. Od dawna wiedzieliśmy, że tak się stanie - stwierdza sekretarz PO.
Politolodzy nie mają żadnych złudzeń, jeśli chodzi o przyszłość PO. - Jeśli szefostwo partii nie zmieni polityki, to PO może skończyć jak SLD - analizuje prof. Rafał Chwedoruk, politolog z UW. - PO musi mieć na siebie pomysł. A tego na razie nie widać - dodaje.
Zobacz też: Czemu prezes PiS nie śpi w nocy? Jarosław Kaczyński ujawnia tajemnicę!