- Nieniecki tabloid Bild napisał, że Protasiewicz, gdy wysiadł z samolotu, chwiał się i zataczał. Widać było ponoć wyraźnie, że jest pod wpływem alkoholu. W strefie odbioru bagażu zabrał pracującemu tam mężczyźnie wózek bagażowy i skierował się do wyjścia. Próba wylegitymowania go zakończyła się awanturą.
Więcej o aferze Protasiewicza: "To może być koniec mojej politycznej kariery"
W trakcie kłótni z celnikami Protasiewicz, szef kampanii wyorczej PO i wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego, miał nazywać ich "nazistami", krzyczeć "Heil Hitler" oraz pytać, czy aby "nie byli w Auschwitz".
Zobacz: 6 milionów na luksusy dla Sikorskiego
Obsługa wezwała policję, która zabrała Protasiewicza na posterunek policji. Jak poseł tłumaczy zajście? Mówi, że do incydentu doszło, ale tłumaczy swoje zachowanie wypitym na pokładzie samolotu winem. I trochę inaczej opisuje zajście:
- Jeden z celników był agresywny. Popychał mnie, krzycząc: "Raus"! Wtedy spytałem go, czy był kiedyś w Auschwitz, czy zdaje sobie sprawę, jakie to słowo może mieć znaczenie. Wyjąłem więc komórkę i zakomunikowałem, że będę ich filmował. Wtedy jeden z nich wytrącił mi ją z ręki. Skuli mnie w kajdanki - mówił w rozmowie z gazeta.pl.