Oto prawdziwa przyczyna rozłamu w PiS! Dr Andrzej Anusz nie ma złudzeń

Czy Jarosław Kaczyński stracił kontrolę nad prawą stroną sceny politycznej? W wywiadzie dla „Super Expressu” dr Andrzej Anusz tłumaczy, dlaczego koncepcja „dwóch płuc” w PiS poniosła porażkę i jak próba usamodzielnienia się Mateusza Morawieckiego przypomina historyczny konflikt z lat 90. Politolog wskazuje też kluczowy test dla podzielonej opozycji i ocenia, czy możliwy jest jeszcze wielki „zjazd zjednoczeniowy”.

Jarosław Kaczyński w sejmowej ławie. Obok Mateusz Morawiecki przy mikrofonie. O rozłamie w PiS przeczytasz na SE Polityka.
Autor: Sebastian Wielechowski/Super Express, Łukasz Gągulski/Super Express

"Super Express": Jaka była prawdziwa geneza rozłamu w PiS? Czy musiało do tego dojść?

Dr Andrzej Anusz: Myślę, ze to kwestia nowej sytuacji po stronie prawicowej. PiS przestał być hegemonem po prawej stronie sceny politycznej w opozycji. To już było widoczne w czasie wyborów prezydenckich. Zwróćmy uwagę, że kandydat Karol Nawrocki, obywatelski kandydat popierany przez PiS w pierwszej turze dostał ok. 30 proc., w drugiej wygrał w dużym stopniu dzięki wyborcom dwóch Konfederacji. Można powiedzieć, że Nawrocki był mniej "PiS-owskim" kandydatem niż Andrzej Duda, który w I turze w ostatniej kampanii, w której wygrał, dostał 40 proc. poparcia i był wspierany jako kandydat PiS. Sytuacja, w której PiS był hegemonem, paradoksalnie konsolidowała to ugrupowanie. W sytuacji, w której mamy dwie Konfederacje, PiS już przed wyborami wiadomo, że będzie potrzebna koalicja. Tutaj zaczynają się różne scenariusze, jak PiS, nie jako hegemon, w którą stronę ma politycznie iść. Z jednej strony jest linia, prezentowana przez kandydata na premiera Przemysława Czarnka. On w języku, którego używa, w swoich postulatach programowych idzie bardzo na prawo. Mówi się, że to jest próba odbicia przynajmniej części wyborców od Grzegorza Brauna i z drugiej Konfederacji. Myślę, że w tym wszystkim Mateusz Morawiecki się słabo odnajdywał. On zawsze prezentował linię bardziej umiarkowaną, centroprawicową, a nie radykalnie prawicową. To jest pierwszy taki powód - ewidentnie pewna różnica co do kierunku, w który PiS powinien iść. Była próba wypracowania pewnego kompromisu, tzw. dwóch płuc. Z jednej strony linii Czarnka, z drugiej bardziej umiarkowanej, odwołującej się do programów społecznych, gospodarczych Morawieckiego. Widać, że nie udało się tego utrzymać i doszło do rozłamu. Tutaj jest ważny także element psychologiczny. Porównałbym to do sytuacji, kiedy był pierwszy duży rozłam w środowisku Jarosława Kaczyńskiego, tzn. do relacji Jarosława Kaczyńskiego jeszcze lidera Porozumienia Centrum a Janem Olszewskim, który był premierem rządu koalicyjnego i wywodził się z Porozumienia Centrum. Tu mamy do czynienia z napięciem z liderem całej formacji a Morawieckim. Był 6 lat premierem, wcześniej 2 lata był wicepremierem. Siłą rzeczy Morawiecki nabrał takiej ochoty odgrywania coraz bardziej samodzielnej roli politycznej, a wiadomo, że dla Jarosława Kaczyńskiego najważniejsza jest partia. W związku z tym premier i różne funkcje polityczne, ci politycy muszą się podporządkować partii i prezesowi. Morawiecki próbuje się wybić na osobę bardziej niezależną w polityce. Widać, ze doszło do różnic programowych.

Według sondażu "Super Expressu", 62 proc. badanych uważa, że bez Morawieckiego PiS nie wróci do władzy. Podziela pan tę opinię?

Tak, bo już widać, że PiS wróci do władzy tylko w koalicji. Nie widzę perspektywy, żeby w ciągu roku, który został wyborów, PiS mógł samodzielnie wygrać w taki sposób, żeby mieć większość samodzielnie. Dzisiaj badania pokazują, że cztery środowiska musiałyby stworzyć tę koalicję czyli dwie Konfederacje, PiS i środowisko Morawieckiego. PiS bez tych koalicjantów do władzy nie wróci.

Czy pana zdaniem ta sytuacja przypomina lata 90., kiedy prawica była tak rozdrobniona, że nie mogła wygrać wyborów?

Myślę, że to inna sytuacja. Wiadomo, że politycy prawicy starszego pokolenia z Jarosławem Kaczyńskim, który już wtedy był bardzo aktywnym politykiem, mają pewną traumę z lat 90., zwłaszcza po wyborach w 1993 roku, kiedy było 8 list odwołujących się do wartości patriotycznych, konserwatywnych, prawicowych, ale prawa strona była bardzo rozdrobniona. Wtedy doszło do sytuacji, że prawie 30 proc. wyborców nie miało swojej reprezentacji w parlamencie, bo progów wyborczych nie przekroczyły prawicowe partie, czy to w przypadku 8 proc. dla koalicji czy 5 proc. dla partii. Trauma tego podziału jest wśród polityków prawicowych, natomiast wydaje mi się, że gdyby się potwierdziły cztery środowiska, cztery listy to już jest pewne ryzyko. Jeśli Morawieckiemu uda się zbudować w ciągu tego roku silne struktury w terenie, pokaże nowy program [...] i będzie w sondażach na stałe powyżej 8 proc., to wydaje mi się, że te cztery ugrupowania przekroczą próg wyborczy i będą mogły teoretycznie uzyskać większość, budować koalicję powyborczą. Gdyby Morawieckiemu nie udało się, popełniłby jakieś błędy i oscylowałby w okolicach 5 proc. głosów, wtedy przed wyborami będzie bardzo duża tendencja wśród wyborców prawicy do hasła "Nie marnuj głosu". To samo dotyczy także ugrupowania Grzegorza Brauna. Ono może spaść, tego nie można wykluczyć. W związku z tym ugrupowanie, które przed wyborami będzie miało najgorsze wyniki sondażowe na granicy 5 proc, może pojawić się hasło, żeby wyborcy prawicowi przenosili głosy na ugrupowania, które maja najlepsze wyniki w przedwyborczych sondażach. Pojawiający się czwarty podmiot to jest pewne ryzyko, ale to samo może dotyczyć Grzegorza Brauna i Mateusza Morawieckiego. Gdyby Morawieckiemu udało się na stałe zaistnieć, to ma szansę, ponieważ może pozyskać grupę wyborców, która nigdy by na PiS nie zagłosowała. Morawiecki był w PiS-ie więc na pewno będzie się starał dawać nowe propozycje dla nowych grup wyborców.

Czy istnieje szansa na pojednanie? Zobaczymy jeszcze polityków ze środowiska Mateusza Morawieckiego na listach PiS-u, być może jeszcze przed wyborami?

Tego nie można wykluczyć. Dzisiaj wydaje się to mało prawdopodobne, zwłaszcza kiedy widzimy, jak ostro ze sobą polemizują zaplecza polityczne wokół Kaczyńskiego i Morawieckiego. Widać, że emocje są bardzo duże. Pewnym testem czy jest możliwa współpraca będzie pakt senacki. Gdyby udało się go stworzyć, wszystkie partie prawicowe miałyby wspólnych kandydatów w okręgach, to byłby dla wyborców prawicy sygnał, że są w stanie współpracować i nadzieja, że będą w stanie współpracować po wyborach. gdyby do tego nie doszło, w sytuacji Morawieckiego nadchodzące pół roku będzie kluczowe. Jeśli w tym czasie uda mu się wejść trwale na scenę polityczną, stworzy klub, stworzy partię, stworzy strukturę, będzie w sondażach w bezpiecznej granicy ok. 8 proc., pokaże program i nowych ludzi to możliwa będzie współpraca już po wyborach. gdyby Morawieckiemu się nie powiodło i za pół roku w sondażach będzie miał zdecydowanie poniżej 5 proc., to nie wykluczam scenariusza, że Kaczyński wyciągnie do niego rękę i dojdzie przed wyborami do "zjazdu zjednoczeniowego". Nie ma ukrywać, że wtedy środowisko Morawieckiego będzie bardziej petentem politycznym wobec Jarosława Kaczyńskiego.

Rozmawiała Sara Osiecka

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki