- Onet opisuje możliwy incydent bezpieczeństwa podczas Święta Wojsk Specjalnych.
- BBN opublikowało zdjęcie, na którym twarze części osób miały nie być zamazane.
- Na fotografiach Sztabu Generalnego te same osoby miały mieć ukryte wizerunki.
- Byli dowódcy ostrzegają, że takie materiały mogą zainteresować obce służby.
- BBN tłumaczy, że otrzymało zdjęcia od organizatora uroczystości.
Święto Wojsk Specjalnych i zdjęcie, którego nie powinno być?
Święto Wojsk Specjalnych obchodzono 27 maja. Oficjalne uroczystości odbyły się w Dowództwie Komponentu Wojsk Specjalnych w Krakowie. Pojawili się tam przedstawiciele wojska, urzędnicy i zaproszeni goście. Byli też żołnierze formacji, których praca z oczywistych powodów zwykle nie jest pokazywana w taki sam sposób jak działania wojsk konwencjonalnych.
Sondaż partyjny jak zimny prysznic. KO prowadzi, ale rządzący mają powód do niepokoju
Jak opisał Onet, po uroczystościach w mediach społecznościowych pojawiły się zdjęcia z wydarzenia. Na fotografiach opublikowanych przez Sztab Generalny twarze wielu osób zostały zamazane. Inaczej miało być na zdjęciu zamieszczonym przez Biuro Bezpieczeństwa Narodowego. Tam wizerunki uczestników miały być widoczne.
Sprawa jest delikatna, bo nie chodzi o zwykłą fotografię z oficjalnego wydarzenia. W przypadku żołnierzy wojsk specjalnych ochrona tożsamości ma bardzo konkretne znaczenie. Ujawnienie wizerunku może być problemem nie tylko dla samego żołnierza, ale także dla jego bliskich i przyszłych zadań.
BBN odpowiada, wojsko tłumaczy się wersjami zdjęć
Onet zapytał BBN, dlaczego opublikowano zdjęcie bez zamazanych twarzy. Biuro miało odpowiedzieć, że otrzymało od organizatora uroczystości serię fotografii do wykorzystania w komunikacji społecznej. Jak przekazano, część zdjęć miała zmodyfikowane twarze, ale fotografia użyta przez BBN takich zmian od początku nie zawierała.
Organizatorem uroczystości było Dowództwo Komponentu Wojsk Specjalnych w Krakowie. Rzecznik dowództwa przekonywał w rozmowie z Onetem, że wszystkie osoby widoczne na fotografiach pełnią jawne funkcje. Nie wyjaśnił jednak, dlaczego na materiałach Sztabu Generalnego część twarzy została zamazana.
Później w oficjalnej odpowiedzi DKWS miało przekazać, że przy tego typu wydarzeniach w obiegu mogą pojawiać się różne wersje materiałów, zależnie od etapu ich przygotowania do publikacji. Według dowództwa w przypadku zdjęcia zbiorowego zastosowane formy opracowania mieszczą się w obowiązujących zasadach.
Generałowie ostrzegają. „Nie powinno się wydarzyć”
Inaczej patrzą na sprawę byli dowódcy i ludzie związani ze służbami. Gen. Roman Polko, były dowódca GROM, ocenił w rozmowie z Onetem, że ujawnianie wizerunków operatorów wojsk specjalnych jest karygodne. Przypomniał też, że problem nie jest całkiem nowy, bo w przeszłości żołnierze również byli wystawiani na widok publiczny w sposób, który budził zastrzeżenia.
Jeszcze ostrzej sprawę ocenił gen. Maciej Materka, były szef Służby Kontrwywiadu Wojskowego. Zwrócił uwagę, że żołnierze sił specjalnych nie bez powodu występują publicznie w maskach i ciemnych okularach. Jego zdaniem ujawnienie zdjęć, na których widać czynnych żołnierzy wojsk i służb specjalnych, nie powinno mieć miejsca.
Eksperci wskazują, że przy dzisiejszych możliwościach technologicznych sama twarz może wystarczyć do dalszej identyfikacji człowieka. A to już nie jest problem wizerunkowy, tylko kwestia bezpieczeństwa. Zwłaszcza w czasie, gdy aktywność obcych służb i zagrożenia hybrydowe są jednym z najpoważniejszych wyzwań dla państwa.
Zdjęcie znika, pytania zostają
Cała sprawa pokazuje, jak cienka jest granica między promocją wojska a ujawnieniem tego, co powinno pozostać chronione. Instytucje państwowe coraz częściej relacjonują wydarzenia w mediach społecznościowych, ale w przypadku wojsk specjalnych zwykła zasada „pokażmy, że byliśmy” może okazać się ryzykowna.
Najważniejsze pytanie brzmi dziś nie tylko, kto opublikował zdjęcie, ale jak w ogóle doszło do sytuacji, w której różne instytucje państwowe dysponowały materiałami przygotowanymi w różny sposób. Skoro jedne fotografie miały zamazane twarze, a inne nie, ktoś musiał zdecydować, że taki materiał może trafić dalej.
W przypadku żołnierzy wojsk specjalnych taki błąd nie kończy się na internetowej aferze. Może mieć konsekwencje znacznie poważniejsze niż kryzys wizerunkowy BBN czy wojska.