- Uprawiają potworny rodzaj dziennikarstwa, porównywalny do wojny hybrydowej prowadzonej przez Putina na Krymie - tak Kamil Durczok skomentował w radiu TOK FM działania Michała Majewskiego, Sylwestra Latkowskiego, Marcina Dzierżanowskiego i Oligi Wasilewskiej, którzy w tygodniku Wprost opisali rzekome przykłady mobbigu i molestowania w prowadzonej przez Durczoka redakcji Faktów. To był jedyny wywiad, którego tuż po wybuchu afery udzielił ówczesny szef redkacji TVN. Rozżalony Durczok ostro krytykował dziennikarzy, teraz cała czwórka domaga się przeprosin! - Nie możemy pozwolić na to, by nas obrażano. I porównywano do działań Putina na Ukrainie. W naszej ocenie dochowaliśmy staranności i Durczok będzie musiał przeprosić za obraźliwe komentarze - tłumaczył w rozmowie z dziennik.pl Michał Majewski, współautor publikacji.
Durczok ma przeprosić na antenie
Dziennikarze żądają, żeby Kamil Durczok w ciągu dwóch tygodni od daty uprawomocnienia się wyroku, opublikował – na swój koszt – oświadczenie z przeprosinami za naruszenie dobrego imienia dziennikarskiego.
– Oświadczenie ma zostać opublikowane w formie komunikatu odczytanego w TOK FM o godzinie 8:15 przez osobę prowadzącą aktualnie nadawany w tym czasie program radiowy – mówi pełnomocnik dziennikarzy, mecenas Aleksander Grot.
Durczok chce od Wprost 9 mln
Przed sądem ruszyły już procesy, które Durczok wytoczył dziennikarzom i tygodnikowi Wprost. Za - jak twierdzi - pomówieniazarzuty dotyczące mobbingu i molestowania podwładnych domaga się 2 mln zł odszkodowania, a za publikacje dotyczące rzekomej ucieczki z mieszkani, w którym miały być ślady narkotyków były szef Faktów chce od tygodnika i dziennikarzy 7 mln zł.
Trójka z autorów głośnych tekstów o Durczoku - Majewski, Latkowski i Wasilewska - nie pracują już w redkacji Wprost. Po odejściu z tygodnika założyli własny portal Kulisy24.
Zobacz: Durczok nie wróci do TVN