Musiałek: „Nawrocki rośnie, PiS stoi w miejscu. Prezydent buduje całą prawicę, nie partię Kaczyńskiego”

2025-11-29 4:15

Prezes Klubu Jagiellońskiego Paweł Musiałek w rozmowie z „Super Expressem” ocenia, że wysokie notowania Karola Nawrockiego to efekt „miesiąca miodowego”, sprawnej kancelarii oraz odświeżenia polaryzacji. Jego zdaniem prezydent wzmacnia prawicę jako całość, ale nie przekłada się to na wzrost poparcia dla PiS, który ugrzązł w marazmie i traci pozycję na rzecz Konfederacji.

Karol Nawrocki

i

Autor: MARCIN GADOMSKI / SUPER EXPRESS Prezydent Karol Nawrocki przemawia energicznie, z uniesionymi rękami, za mównicą, w tle biało-czerwone flagi. Tematem jego wystąpienia jest możliwość niepodpisania budżetu, co może prowadzić do obalenia rządu, o czym przeczytasz na Super Biznes.
  • Musiałek: popularność Nawrockiego to efekt świeżości i kontrastu z negatywną kampanią.
  • Prezydent buduje wizerunek lidera całej prawicy, a nie tylko PiS.
  • Działania Nawrockiego wzmacniają także Donalda Tuska i jednoczą koalicję rządową.
  • PiS bez nowych idei może nie przekroczyć 30 proc. i będzie zależny od wyniku Konfederacji.

„Miesiąc miodowy” Nawrockiego i efekt niskich oczekiwań

„Super Express”: - Jak to się dzieje, że Karol Nawrocki buduje swoją osobistą markę i utrzymuje wysokie poparcie w sondażach, ale jego prezydentura nie przekłada się na większe poparcie dla PiS? Bo przecież na to wszyscy na Nowogrodzkiej liczyli.

Paweł Musiałek: - Sądzę, że korzystne dla prezydenta sondaże to ciągle efekt miesiąca miodowego. Podobnie było w początkach prezydentury Andrzeja Dudy, co jest po prostu związane z efektem świeżości. Nie sądzę jednak, żeby ten miesiąc miodowy Karola Nawrockiego trwał wiecznie.

- Czy prezydent korzysta wyłącznie z tego efektu świeżości?

- Jest, w mojej ocenie, coś jeszcze. W kampanii wyborczej był obiektem intensywnego ataku i prób zbudowania jego wizerunku jako gościa spod ciemnej gwiazdy. Obóz jego krytyków spowodował bazę niskich oczekiwań. Nawrocki sprawuje swoją funkcję poprawnie, ale nagle okazało się, że jest ogromny kontrast między tym, co opisywali jego krytycy, a tym, jak jest naprawdę. Gdyby tej negatywnej kampanii w takim stopniu nie było, z pewnością pierwsze miesiące nie byłyby aż tak jakby udane. Jest coś jeszcze.

Sprawna kancelaria i polityczna aktywność prezydenta

- To znaczy?

- Otoczenie Nawrockiego. Zbudował sobie dość sprawną kancelarię i widać, że udaje im się unikać wizerunkowych wpadek. Widać, że ta kancelaria jest sprawniejsza pod kątem politycznym niż ta z czasów Dudy. Ta była jednak dużo bardziej urzędnicza i było tam dużo mniej gry politycznej. Tymczasem teraz prezydent włącza się w proces legislacyjny. Dużo chętniej rzuca wyzwanie rządowi.

- Nie daje to jednak wiatru w żagle koalicji rządowej?

- Bez wątpienia widzimy, że działania Nawrockiego powodują bardzo silne odświeżenie polaryzacji, które z jednej strony pomaga Nawrockiemu, bo na nim koncentruje się uwaga opinii publicznej, ale z drugiej strony buduje to też Donalda Tuska. Nawrocki, moim zdaniem, wchodzi w rolę, która uwiarygadnia narrację rządu o prezydencie, który jest hamulcowym zmian. Tusk nagle uzyskał pewne atuty, które powodują dużą mobilizację elektoratu i konsolidację koalicji wokół premiera. To jest pokłosie działań Nawrockiego i jego strategii.

Polaryzacja wzmacnia Nawrockiego i Tuska

- Siła Nawrockiego, która przy okazji buduje koalicję a nie PiS to jedno. Ale też udało mu się chyba stać się kimś więcej niż prezydentem partii Jarosława Kaczyńskiego. Jest po prostu prezydentem całej prawicy, a PiS musi dzielić się prawicowym elektoratem z Konfederacją i Braunem.

- Racja. Warto tu przypomnieć, że Karol Nawrocki w pierwszej turze wyborów osiągnął najgorszy wynik w historii startów kandydatów PiS-u. Ten wynik już wtedy nam pokazał, że pozycja PiS-u po stronie prawicy słabnie. Dlatego Nawrocki, jeśli myśli o reelekcji – a myśli na pewno – musi orientować się nie tylko na wyborców PiS-u, ale cały obóz prawicowy. Nie może sobie pozwolić na przesadne sklejenie z partią Jarosława Kaczyńskiego, więc już dziś całkiem sprawnie stara się postawić w roli patrona szerszego, jak to powiedziała prawica, obozu patriotycznego. Pomaga mu w tym fakt, że od początku prezydentury rzucony jest na głęboką wodę koabitacji z rządem i siłą rzeczy jest taką prawicową Redutą Ordona. Co zresztą sprawia, że to Jarosław Kaczyński ma powody, żeby chodzić do Nawrockiego, a nie na odwrót.

PiS w marazmie, Konfederacja rośnie

- PiS uda się wejść między zyskującego podmiotowość i siłę polityczną Nawrockiego oraz zmobilizowaną koalicję rządową i zyskać dla siebie większe poparcie?

- Jeśli zastanowić się, co wpływa na niskie notowania PiS-u, to wydaje się, że zapanował w tej partii pewnego rodzaju marazm. Nie słychać, by partia Jarosława Kaczyńskiego miała jakiś pomysł na siebie, by snuła jakąś nową, atrakcyjną opowieść, miała jakieś nowe, świeże idee. Mam poczucie, że PiS wszedł trochę poniekąd w rolę Platformy, która przez długi moment w opozycji też nie mogła znaleźć na siebie pomysłu i ostatecznie do samego końca trwania w niej nie przedstawiła żadnej nowej oferty. Objęła władzę tylko dlatego, że obok niej wyrośli wystarczająco silni koalicjanci.

- PiS będzie po prostu czekał, aż władza sama wpadnie mu w ręce?

- Na pewno PiS nie jest w takiej kondycji, aby wykrzesać z siebie jakieś ciekawe idee. To, co dzisiaj jest w zasięgu możliwości tej partii, to utrzymanie poparcia na poziomie ok. 30 proc. Nie wierzę, żeby był w stanie poza tę granicę wyjść. Musi więc liczyć, że jego potencjalni koalicjanci zdobędą na tyle dużo głosów, by móc objąć władzę.

- Czyli bez silnej Konfederacji nie ma PiS u władzy?

- Wszystko na to wskazuje. PiS jest dzisiaj partią pokoleniowo dużo starszą niż był jeszcze jakiś czas temu. Nawet jeśli jacyś młodzi politycy się pojawiają, nie oni stanowią o fundamencie tej partii. Starzejące się kierownictwo, ale także elektorat sprawiają, że PiS przestaje być atrakcyjną formacją. To Konfederacja zaczyna być partią, która przekonuje do siebie nie tylko najmłodszych, ale też średnie pokolenie. Konfederacja zdobyła sobie na tyle silną pozycję, że zaczyna być po prostu alternatywą dla PiS, a nawet partią pierwszego wyboru dla wielu wyborców także w średnim wieku. Dlatego uważam, że to, co jest dziś w zasięgu możliwości PiS, to jedynie walka o utrzymanie tego elektoratu, który już wcześniej udało się do tej partii przekonać. Jeśli nie wydarzy się nic niespodziewanego z Konfederacją, nie dojdzie tam do jakiegoś kryzysu, to sytuacja, w której PiS nie przekracza 30 proc. poparcia jest dziś scenariuszem bazowym.

Rozmawiał Tomasz Walczak

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki