- Na rynku zniczy coraz większą część oferty stanowią lampiony solarne i bateryjne, które wypierają tradycyjne, parafinowe światło pamięci.
- Producenci zwracają uwagę, że masowy import tanich chińskich lamp może prowadzić do dodatkowego zaśmiecania cmentarzy.
- Jednocześnie ceny zniczy są bardzo zróżnicowane, od kilku złotych do nawet kilkuset, a niewielkie podwyżki wynikają m.in. ze wzrostu kosztów paliw.
Solary wypierają tradycyjne światełka
Wystarczy rzut oka na ofertę zniczy w sklepach czy na straganach pod cmentarzami, by zobaczyć, że obok tradycyjnych zniczy — których wybór jest bardzo duży — pojawia się mnóstwo lamp solarnych, wyposażonych w miniaturowy panel słoneczny zasilający wbudowane w podstawie akumulatory. Sprzedawcy gwarantują, że taki lampion będzie świecił miesiącami albo nawet dłużej.
–Jest coraz więcej lampionów zasilanych energią słoneczną („solary”), a także wkładów do zniczy zasilanych bateriami. Przyznam szczerze, z bólem serca, że ten segment dosyć mocno się rozwija na niekorzyść tradycyjnego światła pamięci, czyli płomienia. Te lampy z Chin są dużą konkurencją dla nas, polskich firm, dla producentów zniczy i wkładów parafinowych – przyznaje Mateusz Kwietniewski, właściciel kieleckiej firmy Artis, która produkuje i dystrybuuje znicze. – Cała branża zastanawia się poza tym, czy te chińskie produkty nie będą zaśmiecały cmentarzy, ponieważ nie jest to tylko plastik i szkło, które można ponownie przetworzyć, jak jest z klasycznymi zniczami – dodaje nasz rozmówca.
Znicze po 300 zł za sztukę
W 2026 roku trendom na rynku towarzyszy duże zróżnicowanie cenowe zniczy. Są modele, które kosztują kilka złotych, ale są też takie, za które trzeba zapłacić kilkaset złotych — i one również mają swoich klientów. – Wszystko zależy od zasobności portfela. Jedni nie mają problemu, żeby wydać 200–300 zł za sztukę, natomiast inni bardziej liczą się z kosztami i kupują tańsze warianty po kilka–kilkanaście złotych. W porównaniu do ubiegłego roku ceny nie wzrosły znacząco, choć widać niewielkie podwyżki, na co wpływ miał między innymi wzrost cen paliw – dodaje Kwietniewski.