Kowal: Nie wyobrażam sobie Polaka, który będzie siedział przy Putinie w Radzie Pokoju

2026-01-21 16:28

Paweł Kowal szef sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych: - Dla nas Rosja nie jest częścią pokoju na świecie, nie wnosi niczego do pokoju na świecie. I to trzeba przypominać. Rosja zaatakowała Ukrainę, co przyniosło dla nas poważne konsekwencje, dużo negatywnych skutków finansowych. Do tego Rosja atakuje bezpośrednio Polskę, co robi poprzez wojnę informacyjną, albo poprzez naruszanie przestrzeni powietrznej i atak na infrastrukturę krytyczną. My jesteśmy stale atakowani przez Rosję. Słabo sobie wyobrażam polskiego polityka, który siedzi przy Putinie i mówi: "A my tu teraz mamy Radę Pokoju".

KOWAL KRYTYCZNIE: NIE WIADOMO CZYM MA BYĆ RADA POKOJU TRUMPA!

- Prezydent Karol Nawrocki zadzwonił wczoraj do Donalda Tuska, żeby porozmawiać się w sprawie przystąpienia do Rady Pokoju. Pałac Prezydencki pospiesza MSZ, żeby wydał opinię w tej sprawie. Co pan na to?

- Praca prezydenta z premierem, rządem, ministrem spraw zagranicznych jest naturalna, więc cieszę się z niej i oby z tej współpracy wreszcie wynikło coś dobrego. Ale rozróżniajmy różne spotkania międzynarodowe i kluby od organizacji międzynarodowych.

- Czym ma być ta Rada Pokojowa?

- Tego nie wiadomo. Żeby coś było organizacją międzynarodową, musi być powołane traktatem. Traktat albo umowa musi być ratyfikowana w każdym z krajów, który przystępuje do organizacji. Żeby coś było organizacją międzynarodową, powinno mieć także wspólne instytucje, czyli na przykład sekretariat, tryb spotkań i obradowania. Inaczej to są tylko różne kluby, fora międzynarodowe i tego jest mnóstwo. T

- Ale Trump nie musi się w swoim mniemaniu tym przejmować.

- Jeżeli ktoś zrobi na przykład, nie wiem, spotkanie grupy przywódców z jakichś powodów to takich spotkań na świecie jest mnóstwo. I można to nazywać organizacją międzynarodową. Tylko że to nie ma tych wszystkich realnych narzędzi. Nie będzie więc to działało. No bo do tego, żeby taka organizacja działała, muszą być zatrudnieni ludzie, którzy wiedzą jakie mają kompetencje, a państwa muszą za to zapłacić. W naszym przypadku to pewnie musiałoby być częścią budżetu.

- To są niebagatelne pieniądze, bo mówimy o miliardzie dolarów.

- Ale z doświadczenia wiemy, że organizacje międzynarodowe powstają latami. Kiedy ta organizacja powstanie, będzie już w Stanach Zjednoczonych po wyborach połówkowych, będzie inna sytuacja polityczna wewnątrz Stanów i zobaczymy, czy Stany w ogóle będą w tym chciały uczestniczyć.

- Jak ta wymiana opinii między prezydentem i premierem wczoraj wyglądała, bo Karol Nawrocki zadzwonił do Donalda Tuska, żeby skonsultować sprawę inicjatywy Trumpa?

- Tego nie wiem, ale ja osobiście nie należę do tych, którzy jakoś przesadzają z tą sprawą. W tej sprawie niepokoi mnie tylko to, że to by stawiało Polskę jako państwo, które uznaje, że nowym twórcą pokoju jest Rosja. Ja mam z tym problem. Dla nas Rosja nie jest częścią pokoju na świecie, nie wnosi niczego do pokoju na świecie. I to trzeba przypominać. Rosja zaatakowała Ukrainę, co przyniosło dla nas poważne konsekwencje, dużo negatywnych skutków finansowych. Do tego Rosja atakuje bezpośrednio Polskę, co robi poprzez wojnę informacyjną, albo poprzez naruszanie przestrzeni powietrznej i atak na infrastrukturę krytyczną. My jesteśmy stale atakowani przez Rosję. Słabo sobie wyobrażam polskiego polityka, który siedzi przy Putinie i mówi: "A my tu teraz mamy Radę Pokoju".

Polityka SE Google News

- Ale jednak wygląda na to, że Trump, chce z Rosji zrobić twórcę nowego światowego pokoju. Ostatnie przemówienia Ursuli von der Leyen i Emmanuela Macrona pokazują, że Unia Europejska zaczyna troszkę zaostrzać kurs wobec Trumpa. Czy pan uważa, że łobuz rozumie tylko taki język?

- Jeżeli chodzi o mnie, to życzyłbym sobie, żeby Unia była bardziej stabilna we własnych relacjach. Nie oczekuję ostrego języka, bo też rozumiem, że czasy są trudne i ostry język sam w sobie, jeśli nie nie idzie za nim konsekwentne działanie, nie buduje pozycji. Tylko trzeba też z drugiej strony rozmawiać tak jak przeciwnik pozwala. Obserwowałem w ostatnich tygodniach, jak dyskutowali nasi sojusznicy, czy Polska powinna brać udział w dyskusjach na temat Ukrainy. Nasi europejscy sojusznicy też muszą odrobić swoje lekcje. Świat nie jest czarno-biały. Chciałbym żeby nasi sojusznicy europejscy, kiedy chodzi o pokój w Europie Środkowej nie zapominali, że istnieje Polska - faktycznie 20. gospodarka świata, która poniosła największy wysiłek po 2022 roku. Oni potrafili bowiem dogadywać się zapominając jakie państwo leży na mapie w Europie Środkowej.

- Czy Polska jest pomijana przez partnerów z Unii?

- To jest oczywiste, że my jesteśmy na tyle już silnym państwem, że wielu naszych partnerów, jak przychodzi co do czego, to niekoniecznie chce nam budować jeszcze bardziej te pozycje. Nie bądźmy dziećmi w tej sprawie. Do tego Stany Zjednoczone mają dziś bardzo trudne przywództwo, które z jednej strony właściwie podtrzymuje zobowiązania dotyczące naszego bezpieczeństwa, ale z drugiej słyszymy propozycje, które prowadzą do zburzenia podstawy tego, na czym my funkcjonujemy. Ursula von der Leyen porównała to do ruchów sejsmicznych. To było bardzo mocne, ale ja się z tym zgadzam. W wielu państwach pojawia się faszyzm i podejście, które znamy z lat 20 i 30, w sensie partii politycznych, które głoszą akceptację dla przemocy. W sensie międzynarodowym mamy próbę podważenia ładu opartego na prawie. Bo o Grenlandii można dyskutować od rana do wieczora i bez końca, ale można też powiedzieć jednym zdaniem. Chodzi o prawo międzynarodowe i państwo jak Polska patrzy na to z naszego punktu widzenia. Wydajemy dużo na na wojsko i jesteśmy w porządku wobec sojuszników. I mamy prawo oczekiwać, że sojusznicy będą chociaż respektowali podstawowe zasady prawa międzynarodowego, czyli że nie zmieniamy granic siłą i strachem i to dotyczy zarówno granic na wschodzie, jak i na zachodzie, jak i na północy.

Rozmawiała: Kamila Biedrzycka 

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki