– Czy to prawda, że Ukraina nas nie chciała w antybalistycznej koalicji rakietowej, która to koalicja została zawarta podczas spotkania koalicji chętnych w Paryżu?
– Nie słyszałem niczego takiego. Myślę, że to wyjaśnił minister Sikorski. Ja nie mam takiej informacji.
– Redaktor Jurasz z redaktorem Stankiewiczem dzisiaj bardzo długi tekst na ten temat zamieścili, twierdząc, że rozmawiali z przedstawicielami trzech resortów, które były odpowiedzialne za negocjacje z Ukraińcami właśnie w kwestii przystąpienia Polski także do tej koalicji. Podobno od kwietnia Ukraińcy unikali tego tematu w relacjach z nami i de facto nasz udział zablokowali.
– Nie zablokowali. Jeżeli nie mamy do tego zdolności produkaweł Kowal, przewodniczący Sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych cyjnych i nie możemy się dzisiaj zaangażować, to się nie angażujemy. Nie musimy być we wszystkim. Proszę zauważyć, że z jednej strony często te same osoby protestują przeciwko udzielaniu wsparcia militarnego, a potem mają pretensje, że nie uczestniczymy w jakichś doraźnych porozumieniach – bo słowo „koalicja” jest tu trochę na wyrost. Więc już nie wiem właściwie, co jest dobre, a co złe dla niektórych. I tak źle, i tak niedobrze. A tutaj sprawa jest prosta: ponieważ nasz przemysł się nie zaangażował, bo nie może się dzisiaj zaangażować, to akurat w tym aspekcie pomocy na tym etapie nie uczestniczymy. W innych uczestniczymy, bo będą na przykład wspólne ćwiczenia państw zachodnich w Polsce przygotowujące do potencjalnej obrony przed Rosją. Nawet, szczerze mówiąc, czasami mam kłopot, żeby wychwycić, na czym polega sensacja.
– To nie jest kwestia sensacji, tylko kwestia pewnych relacji między Polską i Ukrainą. Eksperci twierdzą, że to nie jest zwykła umowa, tak jak pan powiedział, tylko pewna alternatywa dla systemów Patriot i współpracy ze Stanami Zjednoczonymi.
– Myślę, że jak się widzi całość, to nie ma żadnego problemu. Jesteśmy bardzo aktywni w różnych formach pomocy, a na tym etapie nie przystąpiliśmy. Polska ma prawo do czegoś nie przystąpić, a Ukraina ma prawo coś robić bez Polski. Nie róbmy sensacji tam, gdzie ich nie ma. Czasami ja się muszę minutę zastanowić, żeby zrozumieć, na czym polega sensacja. Ukraina nie musi robić wszystkich swoich projektów z Polską, podobnie jak Polska nie musi robić wszystkich z Ukrainą.
- Polityka Ukrainy wobec Polski może dzisiaj dziwić. Także polityka, jeżeli chodzi o kwestie historyczne, czyli UPA – w tej precyzyjnej sprawie dziwi i boli.
– Z tego powodu tak, ale w innych sprawach te relacje są bardzo dobre. Więc jeżeli chcemy poznać relacje polsko‑ukraińskie, to nie możemy ciągle komentować tylko tego fragmentu stołu, gdzie stoi ten kubek, lecz trzeba popatrzeć na całość. Całość jest taka, że w sprawach historycznych, tam gdzie to dotyczy oceny UPA i konfliktu polsko‑ukraińskiego z lat 1943–1945, po prostu się zupełnie nie zgadzamy. Być może tak musi zostać. Dojrzałość polega również na tym, żeby zrozumieć, że w jakichś sprawach możemy się z Ukraińcami nie zgadzać, ale to nie znaczy, że mamy z nimi złe stosunki albo wręcz wojnę, jak niektórzy to przedstawiają.
– A z kolei w innych sprawach się zgadzamy?
– U nas jest sensacją, że Polska w jakimś jednym projekcie nie bierze udziału, ale nikt nie robi pozytywnej sensacji z tego, że PZU ma szansę być niebawem ubezpieczycielem na Ukrainie.
– Proszę o tym opowiedzieć.
– Chodzi o wejście kapitałowe i zakup firmy, w wyniku czego PZU będzie największym ubezpieczycielem na życie na Ukrainie. Oni to już ogłosili. To nie jest jakaś sensacja w tym rozumieniu, że zdradzam jakąś tajemnicę giełdową. PZU samo to ogłosiło i myślę, że o takich kontraktach trzeba mówić, żeby mieć właściwą proporcję. A to, że na tym etapie nasi politycy nie zdecydowali się przyłączyć do koalicji, to nie warto robić wyrzutów Ukraińcom. Ukraińcy mają prawo, żeby nas nie było we wszystkim, a my mamy prawo, żeby we wszystkim nie było Ukrainy, prawda?
– Doskonale wiemy, że nie chodzi tu tylko o przemysł czy obronność, ale także o politykę. Według wielu sytuacja ta jest interpretowana jako kolejny rozdział wymiany ciosów między Polską i Ukrainą, która rozpoczęła się od decyzji dotyczącej Załużnego.
– Tak nie sądzę, nie mam do tego żadnych podstaw. Występuję pod nazwiskiem, jawnie i otwarcie: nic nie wskazuje na to, żeby szczególnie w ostatnich dniach czy tygodniach tak było.
– Przemysław Czarnek jest za całkowitym wstrzymaniem pomocy dla Ukrainy, co zaskoczyło nawet prezesa PiS. Czy Jarosław Kaczyński podtrzyma kandydaturę Czarnka na premiera po jego wypowiedziach?
– Jak się kogoś wyznacza na premiera, a potem publicznie „batoży”, to wygląda to tak, jakby prezes przestał w niego wierzyć. Znam Czarnka z komisji i tam w sprawach zagranicznych nie był taki radykalny. Może uwierzył zbyt szybko w swoją gwiazdę i popadł w pychę. Doszliśmy do momentu, w którym niektórzy zaczęli uważać Ukrainę za nasz główny problem.
– Ostatnio dochodzi do pobić Ukraińców, jak w Bielsku‑Białej czy Wrocławiu.
– Ta fala hejtu musiała do tego doprowadzić. To jest super nieodpowiedzialne. Nie żyjemy na osobnych wyspach, jesteśmy pozrastani. Zamiast polityków powinno się zapraszać do mediów ludzi z biznesu, którzy współpracują z Ukrainą. To byłaby ciekawa lekcja.
Rozmawiała: Kamila Biedrzycka, Not. ABR