- Szef MSWiA Marcin Kierwiński ostro starł się z reporterem TV Republika, odpierając zarzuty o fałszywe alarmy, w tym u matki prezydenta Nawrockiego.
- Minister oskarżył dziennikarza o kłamstwo, stanowczo dementując, że służby działały dopiero po naciskach Pałacu Prezydenckiego.
- Odkryj, jak to spięcie eskaluje polityczną wojnę o służby i kto kłamie w tle zgłoszeń u Jarosława Kaczyńskiego!
Marcin Kierwiński stanął przed kamerami i bardzo szybko zrobiło się gorąco. Szef MSWiA odpowiadał na pytania dziennikarzy dotyczące serii fałszywych alarmów, które w ostatnich dniach uruchamiały służby w różnych miejscach kraju. Wśród nich była także głośna interwencja w mieszkaniu należącym do matki prezydenta Karola Nawrockiego.
To właśnie o tę sprawę zapytał ministra reporter TV Republika. Chciał wiedzieć, dlaczego spotkanie ze służbami miało odbyć się dopiero po interwencji Pałacu Prezydenckiego. Kierwiński natychmiast zaprzeczył takiemu stawianiu sprawy i zarzucił dziennikarzowi rozpowszechnianie nieprawdy. Według relacji Onetu spięcie miało miejsce podczas spotkania ministra z dziennikarzami na sejmowym korytarzu.
Po śmierci Litewki zawrzało w fundacji. Partnerka zabrała głos i apeluje o rozsądek
Kierwiński ostro do reportera Republiki. „Pan kłamie”
Szef MSWiA nie próbował owijać w bawełnę. Najpierw stwierdził: „Pan kłamie. Znowu pan kłamie”. Potem dodał, że zamiast podziękować służbom za działanie, reporter powiela nieprawdziwą narrację.
Dziennikarz przekonywał, że informację o interwencji Pałacu miał otrzymać od Pawła Szefernakera, szefa Gabinetu Prezydenta RP. Kierwiński odpowiedział, że Pałac Prezydencki nie wydaje poleceń rządowi. Uciął sprawę słowami: „Spotkanie ze służbami odbyłem ja”.
To była jedna z tych wymian, które natychmiast zaczynają żyć własnym życiem. Zamiast suchego komunikatu o pracy służb widzowie dostali polityczne starcie przy kamerach: minister kontra reporter stacji, która od dni mocno nagłaśnia temat fałszywych alarmów u osób związanych z prawicą.
Fałszywy alarm u matki prezydenta. Służby weszły siłowo
Sprawa, o którą poszło, dotyczy sobotniej interwencji w Gdańsku. Służby dostały zgłoszenie o rzekomym pożarze i zagrożeniu życia w mieszkaniu należącym do rodziny prezydenta Karola Nawrockiego. Na miejsce przyjechały straż pożarna, policja i ratownicy medyczni. Kierujący akcją strażak podjął decyzję o siłowym wejściu do lokalu. W środku nikogo nie było, a pożaru nie stwierdzono. MSWiA przekazywało, że zgłoszenie zostało obsłużone zgodnie z procedurami.
Po tej interwencji sprawa natychmiast stała się polityczna. Po stronie prawicy pojawiły się pytania o procedury, nadzór i ochronę osób z najbliższego otoczenia prezydenta. Resort spraw wewnętrznych odpowiadał, że służby muszą reagować na każde zgłoszenie dotyczące możliwego zagrożenia życia, a lokal nie był objęty ochroną SOP, bo nie należy do prezydenta.
Nie tylko dom rodziny Nawrockiego. Alarmy dotyczyły też Kaczyńskiego i Sakiewicza
Fałszywe zgłoszenie dotyczące mieszkania matki prezydenta nie było jedynym takim przypadkiem. Wcześniej służby reagowały m.in. po informacji o rzekomym ładunku wybuchowym na posesji Jarosława Kaczyńskiego oraz po zgłoszeniu dotyczącym zagrożenia życia dziecka w lokalu, w którym przebywał Tomasz Sakiewicz, redaktor naczelny TV Republika.
Właśnie dlatego emocje są tak duże. Dla polityków prawicy to dowód, że państwo powinno działać szybciej i skuteczniej. Dla MSWiA to z kolei sprawa uderzająca przede wszystkim w funkcjonariuszy, którzy muszą sprawdzać każde zgłoszenie, nawet jeśli później okazuje się ono fałszywe.
Kierwiński w rozmowie z dziennikarzami wyraźnie bronił służb. Mówił, że pierwsze zatrzymanie w tej sprawie było już w czwartek, a funkcjonariusze pracują nad ustaleniem autorów fałszywych alarmów. Najmocniej zabrzmiał jego apel: „Przestańcie kłamać”.
Są zatrzymania i zarzuty. Rząd zapowiada dalsze działania
W sprawie fałszywych alarmów są już zatrzymani. Jak przekazywały media za PAP, jedna z osób miała usłyszeć zarzut udziału w grupie, a druga — kierowania grupą odpowiedzialną za wywoływanie fałszywych alarmów. Jeden z zatrzymanych częściowo przyznał się do zarzucanych czynów, a prokurator skierował wniosek o tymczasowy areszt.
Premier Donald Tusk mówił, że sprawa jest poważna, a sprawcy są bardzo młodzi. Szef rządu zapowiadał kolejne zatrzymania i wskazywał, że państwo będzie konsekwentnie ścigać osoby odpowiedzialne za takie zgłoszenia. Według MSWiA do prac nad sprawą włączono także specjalistów od cyberbezpieczeństwa, NASK i ABW.
Polityczna wojna o służby i Pałac Prezydencki
Spięcie Kierwińskiego z reporterem Republiki pokazuje, że temat fałszywych alarmów dawno wyszedł poza zwykły komunikat policyjny. To już nie tylko pytanie o to, kto wysyłał zgłoszenia i jak szybko zostanie zatrzymany. To także kolejna odsłona wojny między rządem, prawicowymi mediami i otoczeniem prezydenta.
Pałac Prezydencki podnosi temat procedur i nadzoru. MSWiA odpowiada, że służby działały zgodnie z zasadami, a politycy i media nie powinni podważać ich pracy. W tle jest jeszcze prezydent Karol Nawrocki, jego rodzina i pytanie, czy państwo potrafi skutecznie reagować na prowokacje, które uderzają w osoby publiczne.
Dlatego słowa Kierwińskiego tak mocno wybrzmiały. Minister nie tylko odpowiedział na pytanie. On wyraźnie postawił granicę: jego zdaniem krytyka rządu nie może oznaczać obrażania funkcjonariuszy i budowania narracji, że służby działały dopiero po politycznym ponagleniu.
Kierwiński kontra Republika. To nagranie może ponieść się po sieci
Na konferencji najmocniej wybrzmiały nie długie tłumaczenia o procedurach, ale jedno zdanie ministra. Gdy reporter Republiki dopytywał, czy spotkanie ze służbami odbyło się dopiero po reakcji Pałacu Prezydenckiego, Marcin Kierwiński przerwał mu ostro: „Znowu pan kłamie”.
Minister przekonywał, że służby działały od początku, a pierwsze zatrzymanie w sprawie fałszywych alarmów miało miejsce już w czwartek. W jego ocenie sugerowanie, że rząd ruszył dopiero po sygnale z Pałacu, uderza nie tylko w MSWiA, ale też w funkcjonariuszy pracujących przy tej sprawie.
Reporter Republiki nie odpuszczał i powoływał się na informacje z otoczenia prezydenta. Kierwiński odpowiedział, że Pałac Prezydencki „nie wydaje poleceń polskiemu rządowi”. Widać było, że temat fałszywych alarmów przestał być już tylko sprawą dla policji i prokuratury. Stał się kolejnym punktem zapalnym między rządem, Pałacem Prezydenckim i prawicowymi mediami.
Poniżej galeria zdjęć: Minister Kierwiński wpadł do fryzjera