Kempa wprost: Rząd miał trzy tygodnie temu, aby obniżyć ceny paliw i nie zrobił nic

2026-03-31 11:54

- Rząd miał się wziąć do roboty trzy tygodnie temu i nie zrobił w zasadzie nic, czyli odbywało się łupienie kieszeni nas wszystkich, Polaków. Paliwo jest też jednym z czynników cenotwórczych, a więc to nie tylko samo paliwo, ale też wszystko to, co się z tym wiąże. A idą święta, mamy drożyznę - oceniła w programie "Poranny Ring" Beata Kempa, doradca Prezydenta RP, była poseł PiS, była szefowa KPRM, w rozmowie z Janem Wróblem.

Beata Kempa

i

Autor: Tomasz Radzik/Super Express Beata Kempa złożyła życzenia z okazji Światowego Dnia Krwiodawstwa

- Ceny paliw poszły ostro w dół. Będzie orędzie prezydenta do narodu, żeby uczcić tą radosną chwilę.

- No gdyby ostro poszły w dół, to byłyby po 5,19 zł za litr.

- Właśnie o tym może powiedzieć pan prezydent.

- Prezydent zabiera głos, kiedy dzieje się źle. W sprawie paliw działo się bardzo źle przez ostatni miesiąc. Pan prezydent o tym również mówił i rząd miał się wziąć do roboty trzy tygodnie temu i nie zrobił w zasadzie nic, czyli odbywało się łupienie kieszeni nas wszystkich, Polaków. Paliwo jest też jednym z czynników cenotwórczych, a więc to nie tylko samo paliwo, ale też wszystko to, co się z tym wiąże. A idą święta, mamy drożyznę. I ja się zgadzam z tym, że rząd powinien iść za strzałem i przede wszystkim obniżyć VAT na żywność. To było już za czasów Prawa i Sprawiedliwości, obniżyliśmy w czasie kryzysu stawkę VAT na 0%, potem niestety Koalicja Obywatelska podniosła do 5%, nie zastosowała dalej tej stawki, a dzisiaj słusznie kandydat na premiera pan profesor Czarnek domaga się tego i cała cała opozycja, mówi, że rząd ma wziąć się do roboty.

- Doradzała pani Andrzejowi Dudzie, a teraz doradza pani Karolowi Nawrockiemu. Który z nich jest fajniejszy, któremu się lepiej doradza?

- Jak próbuje się wbić klina pomiędzy mnie, a dwie osoby, które sobie bardzo cenię, to zawsze mówię, że dla mnie najważniejszą osobą, jeśli idzie o moją działalność, jest mój mąż. Natomiast jeżeli idzie o pana prezydenta Dudę i obecnego prezydenta Karol Nawrockiego to są to fantastyczne osoby. Dla mnie to wielki zaszczyt, honor i radość współpracować z tymi panami. Każdy jest inny, każda prezydentura jest inna. Wyzwania są inne, czasy się zmieniają. Inne są też uwarunkowania.

- A na jakąś jedną różnicę zwróciła pani uwagę?

- Cenię sobie bardzo obu panów. Współpraca jest naprawdę modelowa. Pracowałam już w wielu miejscach i obecna współpraca jest w końcówce mojej działalności, mojej kariery, bo już mogę iść na emeryturę. Tym bardziej to naprawdę jest fantastyczne doświadczenie. Jeden i drugi pan są bardzo gruntownie wykształceni, bardzo dynamiczni. Wszystko jeszcze przed nami. I przede wszystkim świetnie służą Polsce.

- A propos dynamiki, Andrzej Duda przed 8 lat, jak mi pamięć nie myli, nie zrugał żadnego dziennikarza publicznie, bo pewno prywatnie niejednokrotnie. A Karol Nawrocki już ma za sobą ten „chrzest bojowy”. Czy to się utrwali?

- Przede wszystkim pan dziennikarz powinien przeprosić. Tak się nie zachowuje. Ja bardzo sobie cenię dziennikarzy, jak pan wie, nie z reguły nie odmawiam wywiadów, mimo iż czasami te wywiady bywały bardzo trudne i nie zgadzałam się z jakimś warsztatem dziennikarskim. Gdybym ja była dziennikarzem, nie potraktowałam tak prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, ani żadnego innego prezydenta żadnego innego kraju.

- Ja też nieraz rugam ludzi, którzy mnie denerwują. Nie mam do prezydenta o to pretensji. Tylko pytanie, czy utrwali się taki wizerunek prezydenta, czy też był to jednorazowy incydent?

- Generalnie sobie to bardzo cenię, że pan prezydent nie da sobie w kaszę dmuchać, bo nie może być tak, że osoba, która ma największy mandat społeczny, mandat demokratyczny, największy w kraju, musi uczyć młodych ludzi jak traktować prezydenta. Tamten dziennikarz ma jeszcze warsztat do poprawki.

- Cześć polityków nakręca wojnę polsko-polską, a inni przy okazji Wielkanocy mówią, że trzeba obniżać napięcie polityczne. A pani jakie ma zdanie w tej sprawie?

- Jestem ponad 20 lat w polityce i w tych pierwszych latach zawsze było tak, że przed świętami Zmartwychwstania Pańskiego, szczególnie gdy zbliżało się Triduum paschalne, Wielki Czwartek, Wielki Piątek, te spory rzeczywiście były bardzo mocno wyciszane. To kwestia naszej wiary. Nie wszyscy są wyznania katolickiego czy chrześcijańskiego, ale wszyscy szanujemy się wzajemnie i ja uważam, że spory powinny być wyciszane. Do momentu, kiedy nie przekroczono pewnej czerwonej linii. Dla mnie taką linią był areszt księdza Olszewskiego w Wielki Czwartek. Do tego dwie kobiety, urzędniczki stały się symbolem. I to jest linia, którą Donald Tusk i przejęta nielegalnie prokuratura po prostu przekroczyła.

- A państwo byście nie aresztowali księdza, gdyby były takie przesłanki?

- Nie, to nie o to chodzi. To był taki symbol. I dla mnie to było niedopuszczalne, nawet jeśli pewne realizacje były w głowie tych panów, to można było jednak uszanować ten czas. Życie pokazało, że nie mieli racji w tym co robią i że ta cała demokracja walcząca będzie bankrutować. Ona już bankrutuje, już to widzimy.

Rozmawiał: Jan Wróbel

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki