- Nowe doniesienia w sprawie Dawida Kacprzyka: "Rzeczpospolita" ujawnia, jak były radny KO wszedł do Szpitala Bródnowskiego w trakcie poważnego kryzysu kadrowego na SOR.
- Lekarz nazwał go "królem SOR" w kontekście pracy jednocześnie w czterech miejscach i wykazywania setek godzin świadczeń w placówkach medycznych.
- Szpital weryfikuje grafiki pod kątem "bilokacji". Sprawdź, jak ten konflikt otworzył mu drzwi do placówki i co ujawniają dalsze ustalenia!
- Nowe doniesienia w sprawie Dawida Kacprzyka: "Rzeczpospolita" ujawnia, jak były radny KO wszedł do Szpitala Bródnowskiego w trakcie poważnego kryzysu kadrowego na SOR.
- Lekarz nazwał go "królem SOR" w kontekście pracy jednocześnie w czterech miejscach i wykazywania setek godzin świadczeń w placówkach medycznych.
- Szpital weryfikuje grafiki pod kątem "bilokacji". Sprawdź, jak ten konflikt otworzył mu drzwi do placówki i co ujawniają dalsze ustalenia!
Sprawa Dawida Kacprzyka ma kolejny wątek. Po publikacjach dotyczących Szpitala Południowego w Warszawie „Rzeczpospolita” opisuje teraz jego pracę w Mazowieckim Szpitalu Bródnowskim. Chodzi o moment, gdy tamtejszy SOR znalazł się w poważnym kryzysie kadrowym.
Według dziennika w lutym część lekarzy Szpitalnego Oddziału Ratunkowego w Bródnie nie podjęła dalszej pracy. Wtedy do akcji miał wkroczyć Dawid Kacprzyk, który, jak podaje „Rz”, obiecał sprowadzić nowy zespół. Jeden z warszawskich lekarzy w rozmowie z gazetą podsumował sprawę krótko.
— Kacprzyk chciał być królem SOR — powiedział.
Kacprzyk w Szpitalu Bródnowskim. Chodzi o setki godzin
Według medialnych doniesień Dawid Kacprzyk miał w ciągu 125 dni wykazać 732 godziny świadczeń w Szpitalu Bródnowskim. Tylko w marcu miało to być ponad 290 godzin.
Były radny KO miał w tym czasie pracować jednocześnie w czterech miejscach. Oprócz koordynowania SOR w Szpitalu Południowym miał też pełnić funkcję zastępcy koordynatora SOR w Szpitalu Bródnowskim. Umowę zawarto 5 lutego na trzy miesiące, a później przedłużono ją do końca czerwca.
„Rzeczpospolita” przytacza również informację prasową Urzędu Marszałkowskiego Województwa Mazowieckiego po sesji sejmiku. Wynikało z niej, że 2 lutego 2026 roku część lekarzy „niespodziewanie przerwała pracę, narażając ciągłość świadczeń”.
W trybie pilnym kompletowano nowy zespół. Wtedy podpisano umowę m.in. z Dawidem Kacprzykiem.
Lekarze alarmowali przed kryzysem
Dziennik dotarł też do pisma z 30 stycznia 2026 roku. Ówczesny koordynator SOR Szpitala Bródnowskiego Marek Marecki informował w nim prezes zarządu placówki Teresę Bogiel, że po konsultacji z zespołem lekarskim podjęto decyzję o niepodejmowaniu dalszej opieki nad pacjentami od 2 lutego, od godziny 8.
W piśmie wskazano, że decyzja była podyktowana „permanentnym poczuciem zagrożenia bezpieczeństwa zdrowotnego pacjentów, jak również lekarzy za nich odpowiedzialnych”.
Lekarze tłumaczyli, że problemem był nieograniczony napływ pacjentów do SOR oraz trudności z ich przyjmowaniem na oddziały po diagnostyce i leczeniu w oddziale ratunkowym. Jak zaznaczono, medycy nie rezygnowali z pracy, ale oczekiwali realnych decyzji, które nie będą wyłącznie „martwym zapisem w dokumentach”.
Ośmiu lekarzy straciło pracę
Po wydarzeniach z 2 lutego w SOR Szpitala Bródnowskiego częściowo zabrakło obsady. W kolejnych dniach niektórzy lekarze nie pojawiali się na dyżurach dziennych i nocnych.
Według informacji szpitala pracę straciło osiem osób. Jednocześnie placówka podkreśla, że część wcześniejszego zespołu SOR — 17 osób — przyszła do pracy zgodnie z umową i nadal pracuje.
To właśnie ten konflikt, jak opisuje „Rzeczpospolita”, miał otworzyć Kacprzykowi drogę do pracy w Szpitalu Bródnowskim.
„Miał mnóstwo kontaktów”
Według ustaleń dziennika Dawid Kacprzyk miał pojawić się w placówce „z plikiem 40 CV na start”. Zarząd szpitala miał skorzystać z jego kontaktów, by szybko uzupełnić braki kadrowe.
— To jest człowiek, który miał mnóstwo kontaktów politycznych i nie tylko — mówi rozmówca „Rzeczpospolitej”.
Inny lekarz zwraca uwagę, że w szpitalach grafiki dyżurowe często łata się właśnie znajomościami i kontaktami.
— Siatki dyżurowe łata się kontaktami. Być może potrafił wynegocjować dobre stawki za godzinę i zapewnić lekarzom, że będzie pełna obsada i że ktoś przyjeżdża na dyżur i nie jest na nim sam — powiedział.
Sprawdzają grafiki Kacprzyka
„Rzeczpospolita” podaje, że Szpital Bródnowski ma do końca tygodnia zakończyć sprawdzanie grafików Dawida Kacprzyka. Chodzi o weryfikację, czy mogło dochodzić do tzw. bilokacji, czyli sytuacji, w której ta sama osoba miała w tym samym czasie wykazywać pracę w różnych miejscach.
Sprawa Kacprzyka od kilku tygodni wywołuje duże emocje. Wcześniej media pisały o jego zarobkach i pracy w kilku placówkach. Według ustaleń portalu Zero.pl były radny KO miał zarobić w ubiegłym roku w placówkach medycznych 1,6 mln zł.
Pilne! Koniec telefonów w podstawówkach. Sejm przyjął nowe przepisy
Pojawiały się też doniesienia, że Kacprzyk chciał kierować SOR-em w Szpitalu Wolskim, ale ostatecznie do tego nie doszło. „Rzeczpospolita” podaje dodatkowo, że miał sondować możliwość pracy również na SOR Szpitala Czerniakowskiego w Warszawie.
Poniżej galeria zdjęć: Konferencja posłów PiS przed Szpitalem Południowym z udziałem Mateusza Morawieckiego