Spis treści
Pożar krzyża w Warszawie
W Wielki Piątek na warszawskim Mokotowie zapłonął ogromny krzyż stojący przy kościele św. Maksymiliana Marii Kolbego. Ogień pojawił się nagle, a płomienie błyskawicznie objęły całą konstrukcję.
W sieci natychmiast zaczęły pojawiać się zdjęcia i nagrania z miejsca zdarzenia.
Burza w internecie po pożarze
W mediach społecznościowych, pod zdjęciami płonącego krzyża, pojawiły się setki wpisów. Część użytkowników wyrażała smutek i niedowierzanie patrząc jak żywioł niszczy pamiątkowy krzyż papieski. Ale nie brakowało też komentarzy, które dla wielu osób są nie do przyjęcia.
Jednym z najgłośniejszych wpisów był ten udostępniony przez polityka Dariusza Mateckiego. To właśnie tam pojawiły się komentarze, które wywołały ogromne emocje. Internauci zostali zachęceni do dyskusji, a post szybko zaczął żyć własnym życiem. I wtedy rozpętała się burza.
Polityczna burza wokół tragedii
Jedna z internautek – co widać na udostępnionych screenach – miała napisać wprost, że cieszy się na widok płonącego krzyża. Dariusz Matecki, poseł Prawa i Sprawiedliwości udostępnił jej wpis informując, że to Monika Kirschenstein, radna Koalicji Obywatelskiej w Stargardzie.
"Dwa tygodnie temu zakłócała naszą konferencję prasową dotyczącą masowej migracji i centrów integracji cudzoziemców" – napisał polityk.
Jeden wpis wywołał lawinę w sieci
Na efekty nie trzeba było czekać. Jej słowa wywołały lawinę reakcji.
W odpowiedzi posypały się ostre riposty, oskarżenia o brak szacunku i przekraczanie granic. Internauci nie kryli oburzenia. W komentarzach pojawiały się głosy, że takie wpisy to przykład rosnącej nietolerancji i brutalizacji debaty publicznej. Inni z kolei podkręcali emocje, dolewając oliwy do ognia.
Niestety, ale ogień, który pojawił się pod kościołem, bardzo szybko przeniósł się do internetu. I tam płonie do dziś. Wiele wpisów nie nadaje się do komentowania.
Internetowa wojna zamiast chwili zadumy
Eksperci od mediów społecznościowych od dawna alarmują, że w sieci coraz łatwiej o skrajne emocje i ostre słowa. Anonimowość sprawia, że granice przesuwają się coraz dalej, a tragedie – zamiast łączyć – dzielą jeszcze bardziej.
Według wstępnych ustaleń służb, przyczyną pożaru mogło być zaprószenie ognia, np. od zniczy ustawionych pod krzyżem. Na razie nie ma jednoznacznych dowodów na celowe podpalenie.
Polecany artykuł: