Zamach na premiera? „No bądźmy poważni”
Niedzielne informacje dotyczące gróźb wobec najważniejszych polityków rządu stały się jednym z głównych tematów medialnych. Ocenie sposobu przedstawienia tej sprawy poświęcono część dyskusji w „Porannym Ringu”.
Bartłomiej Graczak podkreślał, że żadnych gróźb wobec premiera nie należy lekceważyć. Jednocześnie kwestionował skalę medialnego alarmu, jaki wywołały doniesienia. — Nie powinniśmy tego bagatelizować — zaznaczył publicysta.
Po chwili jednak zwrócił uwagę, że podobne groźby wobec osób publicznych nie należą do rzadkości.
— Nie brzmi to poważnie, bo gdyby każdy taki właśnie alert w służbach miał miejsce po groźbach wobec premiera, to co tydzień coś takiego mógłby premier mówić czy jego podwładni, bo to pan Jacek Dobrzyński i rzeczniczka MSWiA z takimi poważnymi minami mówili o tym zagrożeniu dla życia i zdrowia premiera — komentował Graczak.
Publicysta przypomniał również, że szef rządu pozostaje pod stałą ochroną Służby Ochrony Państwa. Odniósł się także do doniesień o osobie, która miała być autorem gróźb.
— Tak, starszy pan, który swoje dane publikuje w sieci, można do niego zadzwonić, bo on tam jakiś ruch oporu organizuje. No bądźmy poważni — mówił.
Czy alarm miał przykryć aferę Kołodziejczaka?
W trakcie rozmowy pojawił się wątek, który może wywołać szczególne polityczne emocje. Chodzi o zbieg nagłośnienia informacji o groźbach wobec premiera z aferą Michała Kołodziejczaka.
Były wiceminister rolnictwa znalazł się w centrum kontrowersji po ujawnieniu relacji byłych współpracowników, którzy zarzucają mu m.in. przemoc i podawanie narkotyków. Sprawą zajmuje się prokuratura.
W „Porannym Ringu” zwrócono uwagę, że niedzielne doniesienia o zagrożeniu dla premiera na wiele godzin zdominowały przekaz medialny. Burzyńska ostro o działaniach władzy. „Zrobiliście wszystko, żeby nikt tego nie traktował poważnie”
Agnieszka Burzyńska zwróciła uwagę na jeszcze jeden problem. Jej zdaniem sposób komunikowania przez przedstawicieli władzy spraw związanych z bezpieczeństwem może sprawić, że nawet rzeczywiste zagrożenia przestaną być traktowane z należytą powagą.
— Ja sama taki wpis popełniłam, że zrobiliście wszystko, żeby nikt tego nie traktował poważnie i to jest to jest mój zarzut, bo oni sobie sami to robią — mówiła dziennikarka.
Burzyńska zaznaczyła, że temat zagrożenia dla życia polityków jest poważny i nie powinien być wykorzystywany do wywoływania niepotrzebnych emocji.
— Temat jest poważny, więc ludzie mają to potraktować właśnie poważnie — podkreśliła.
Groźby trzeba sprawdzać. Ale czy konieczny był medialny alarm?
W jednym punkcie uczestnicy „Porannego Ringu” byli zgodni: służby państwowe mają obowiązek reagować na informacje o potencjalnym zagrożeniu dla premiera.
— Oczywiście w przypadku premiera służby to powinny sprawdzać — padło podczas dyskusji.
Spór dotyczył jednak tego, czy każda taka sytuacja wymaga publicznego alarmowania i wielogodzinnego relacjonowania w mediach.