Groźby wobec Tuska czy przykrywka dla afery Kołodziejczaka? Burzyńska i Graczak komentują niedzielny alarm

2026-10-13 8:25

Niedzielne doniesienia o groźbach wobec premiera Donalda Tuska i wicepremiera Władysława Kosiniaka-Kamysza wywołały ogromne poruszenie. Telewizje informacyjne przerywały programy, a przedstawiciele służb alarmowali o zagrożeniu. Czy sprawa rzeczywiście wymagała aż tak głośnej reakcji? A może nagłośnienie informacji pozwoliło odwrócić uwagę od afery Michała Kołodziejczaka? W „Porannym Ringu” Agnieszka Burzyńska i Bartłomiej Graczak nie szczędzili krytycznych uwag pod adresem sposobu informowania o zagrożeniu. Padły zaskakujące słowa

Donald Tusk
Autor: Paweł Dąbrowski/Super Express

Zamach na premiera? „No bądźmy poważni”

Niedzielne informacje dotyczące gróźb wobec najważniejszych polityków rządu stały się jednym z głównych tematów medialnych. Ocenie sposobu przedstawienia tej sprawy poświęcono część dyskusji w „Porannym Ringu”.

Bartłomiej Graczak podkreślał, że żadnych gróźb wobec premiera nie należy lekceważyć. Jednocześnie kwestionował skalę medialnego alarmu, jaki wywołały doniesienia. — Nie powinniśmy tego bagatelizować — zaznaczył publicysta.

Po chwili jednak zwrócił uwagę, że podobne groźby wobec osób publicznych nie należą do rzadkości.

— Nie brzmi to poważnie, bo gdyby każdy taki właśnie alert w służbach miał miejsce po groźbach wobec premiera, to co tydzień coś takiego mógłby premier mówić czy jego podwładni, bo to pan Jacek Dobrzyński i rzeczniczka MSWiA z takimi poważnymi minami mówili o tym zagrożeniu dla życia i zdrowia premiera — komentował Graczak.

Publicysta przypomniał również, że szef rządu pozostaje pod stałą ochroną Służby Ochrony Państwa. Odniósł się także do doniesień o osobie, która miała być autorem gróźb.

— Tak, starszy pan, który swoje dane publikuje w sieci, można do niego zadzwonić, bo on tam jakiś ruch oporu organizuje. No bądźmy poważni — mówił.

Czy alarm miał przykryć aferę Kołodziejczaka?

W trakcie rozmowy pojawił się wątek, który może wywołać szczególne polityczne emocje. Chodzi o zbieg nagłośnienia informacji o groźbach wobec premiera z aferą Michała Kołodziejczaka.

Były wiceminister rolnictwa znalazł się w centrum kontrowersji po ujawnieniu relacji byłych współpracowników, którzy zarzucają mu m.in. przemoc i podawanie narkotyków. Sprawą zajmuje się prokuratura.

W „Porannym Ringu” zwrócono uwagę, że niedzielne doniesienia o zagrożeniu dla premiera na wiele godzin zdominowały przekaz medialny. Burzyńska ostro o działaniach władzy. „Zrobiliście wszystko, żeby nikt tego nie traktował poważnie”

Agnieszka Burzyńska zwróciła uwagę na jeszcze jeden problem. Jej zdaniem sposób komunikowania przez przedstawicieli władzy spraw związanych z bezpieczeństwem może sprawić, że nawet rzeczywiste zagrożenia przestaną być traktowane z należytą powagą.

— Ja sama taki wpis popełniłam, że zrobiliście wszystko, żeby nikt tego nie traktował poważnie i to jest to jest mój zarzut, bo oni sobie sami to robią — mówiła dziennikarka.

Burzyńska zaznaczyła, że temat zagrożenia dla życia polityków jest poważny i nie powinien być wykorzystywany do wywoływania niepotrzebnych emocji.

— Temat jest poważny, więc ludzie mają to potraktować właśnie poważnie — podkreśliła.

Groźby trzeba sprawdzać. Ale czy konieczny był medialny alarm?

W jednym punkcie uczestnicy „Porannego Ringu” byli zgodni: służby państwowe mają obowiązek reagować na informacje o potencjalnym zagrożeniu dla premiera.

— Oczywiście w przypadku premiera służby to powinny sprawdzać — padło podczas dyskusji.

Spór dotyczył jednak tego, czy każda taka sytuacja wymaga publicznego alarmowania i wielogodzinnego relacjonowania w mediach.

BOROWSKI: Państwo musi mieć narzędzia do obrony przed dezinformacją

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki