Polityk Konfederacji stwierdził, że gubi się co do postaw Łukasza Gibały, a także wytknął mu przynależność do kilku partii politycznych. Z jego ust padło pytanie o to, co będzie ze Strefą Czystego Transportu, jeśli Gibała przejmie władzę w krakowskim magistracie.
W tym kontekście prowadzący w sondażach kandydat na prezydenta Krakowa podkreślał, że jego zasadniczą propozycją w tej sprawie jest referendum. Wyjaśniał też swoje wcześniejsze głosowania w radzie miasta w tej sprawie.
Za pierwszym razem, cztery lata temu, zagłosowałem za SCT, bo zostaliśmy przez urzędników wprowadzeni w błąd. Twierdzili oni, że ta strefa będzie dotyczyła tylko 3 proc. pojazdów, a dotyczy 20 procent. Dlatego w kolejnych trzech głosowaniach już jej nie popierałem. W tak ważnych sprawach mieszkańcy samodzielnie powinni decydować. (…) O tym, czy w Krakowie będzie SCT, powinniście sami zadecydować, podobnie jak o wielu innych sprawach – podkreślał Gibała.
Bartosz Bocheńczak odpowiedział interlokutorowi, że krakowianie już się przecież wyraźnie wypowiedzieli w sprawie Strefy Czystego Transportu, czego skutkiem było odwołanie Aleksandra Miszalskiego.
Mam wrażenie, że pan ma troszeczkę miękki kręgosłup. Raz pan jest za strefą, potem przeciwko, a w końcu może zróbmy referendum. Trzeba się zdecydować – być częścią tego układu, albo antyestablishmentowym – zaznaczył Bocheńczak.