Pokłóciła się z Rzeczniczką Praw Dziecka, potem zabrano jej dzieci. Sąd nakazał je natychmiast oddać

Portal Zero.pl opisuje głośną sprawę rodziny z warszawskiej Białołęki i osobistego zaangażowania rzeczniczki praw dziecka Moniki Horny-Cieślak. Według ustaleń redakcji dwoje dzieci trafiło do placówki, choć wcześniej policja, sąd i kurator nie widzieli podstaw do ich natychmiastowego odebrania. Biuro RPD przedstawia sprawę inaczej.

Monika Horna-Cieślak przemawia do mikrofonu. O interwencji Rzecznika Praw Dziecka przeczytasz na SE Polityka.
Autor: Marcin Obara/ PAP
  • Głośna interwencja Rzecznika Praw Dziecka na Białołęce doprowadziła do natychmiastowego odebrania dwójki małych dzieci rodzicom.
  • Sąd rodzinny wydał szokującą decyzję, nakazując natychmiastowy powrót dzieci i nazywając działania instytucji "przemocą instytucjonalną".
  • Poznaj kulisy tej kontrowersyjnej sprawy, w której sąd podważał osobiste zaangażowanie RPD, i dowiedz się, co naprawdę wydarzyło się w Warszawie.

Portal Zero.pl opublikował w środę obszerny materiał dotyczący interwencji rzeczniczki praw dziecka Moniki Horny-Cieślak i późniejszych działań służb wobec jednej z warszawskich rodzin. Redakcja zaznacza, że dotarła m.in. do sądowego uzasadnienia oraz materiałów dotyczących postępowania. To właśnie na ustaleniach Zero.pl opiera się opis wydarzeń. Część okoliczności przedstawionych w publikacji jest jednocześnie kwestionowana lub inaczej interpretowana przez Biuro Rzecznika Praw Dziecka.

Zero.pl opisuje incydent na Białołęce

Według portalu sprawa zaczęła się 14 sierpnia na warszawskiej Białołęce. Monika Horna-Cieślak miała zobaczyć kobietę, która szarpnęła jedno ze swoich dzieci i krzyczała na nie. Kiedy rzeczniczka zwróciła jej uwagę, kobieta miała odpowiedzieć wulgarnie. Jak relacjonuje Zero.pl, RPD zgłosiła sytuację policji. Funkcjonariusze mieli sprawdzić rodzinę, ale na tym etapie nie zdecydowali o natychmiastowym odebraniu dzieci.

Sprawa trafiła do sądu rodzinnego. Według materiału Zero.pl sąd również nie zdecydował wtedy o umieszczeniu dzieci w pieczy zastępczej i zamiast tego zarządził pilny wywiad środowiskowy. Kurator, który odwiedził rodzinę następnego dnia, także – według ustaleń portalu nie miał stwierdzić podstaw do natychmiastowego odebrania dzieci.

Dzieci ostatecznie trafiły do placówki

Zero.pl opisuje następnie kolejne działania podejmowane wokół rodziny. Z publikacji wynika, że odbyło się spotkanie z udziałem przedstawicieli policji i rzeczniczki praw dziecka. Po nim policjantka miała wydać rodzicom nakaz opuszczenia mieszkania oraz zakaz zbliżania się do dzieci. W konsekwencji trzy- i czteroletnie dzieci zostały umieszczone w placówce opiekuńczo-wychowawczej.

Portal podaje jednocześnie, że funkcjonariuszka, która podjęła decyzję, zeznała później przed sądem, iż w chwili jej wydawania nie widziała ani dzieci, ani ich rodziców. To informacje pochodzące z dokumentów opisanych przez Zero.pl. Nie zostały dotąd przedstawione publicznie w osobnym komunikacie policji.

Sąd nakazał powrót dzieci

Według Zero.pl sprawę następnie ocenił sąd, który nakazał natychmiastowe wydanie dzieci rodzicom. Najmocniejsze fragmenty publikacji dotyczą uzasadnienia tej decyzji. Redakcja twierdzi, że sąd ocenił działania podjęte wobec rodziny jako mogące nosić „wyraźne znamiona przemocy instytucjonalnej”. W cytowanym przez portal uzasadnieniu miało również paść stwierdzenie, że działania państwowych instytucji były „rażąco nieproporcjonalne do zaistniałego zdarzenia”.

Zero.pl podaje też, że sąd miał wyrazić wątpliwości dotyczące osobistego zaangażowania rzeczniczki praw dziecka w sprawę. Według przytoczonego uzasadnienia sąd rozważał, czy nie doszło do próby wykorzystania autorytetu urzędu do forsowania stanowiska o konieczności odebrania dzieci. To jednak ocena sądu przedstawiona w publikacji Zero.pl, a nie niezależne ustalenie naszej redakcji.

Matka mówiła, że dziecko wbiegło na ulicę

Jak podaje Zero.pl, matka dzieci tłumaczyła przed sądem, że szarpnęła dziecko, ponieważ nagle weszło ono na jezdnię. Portal relacjonuje, że sąd potraktował to zachowanie jako możliwą reakcję wynikającą ze stresu i obawy o bezpieczeństwo dziecka, a nie jako wystarczający dowód celowej agresji wobec niego. W materiale pojawia się również wątek dwóch zamkniętych butelek piwa znalezionych w mieszkaniu rodziny. Według Zero.pl sąd miał określić powoływanie się na tę okoliczność jako argument przeciwko rodzicom jako „całkowicie chybione i wręcz absurdalne”.

Biuro RPD odpowiada

Bardzo ważna jest jednak druga strona sprawy. W stanowisku przekazanym Zero.pl Biuro Rzecznika Praw Dziecka poinformowało, że Monika Horna-Cieślak była świadkiem „stosowania silnej i gwałtownej przemocy psychicznej i fizycznej wobec małych dzieci w miejscu publicznym”. Biuro podkreśla, że rzeczniczka jako świadek takiego zdarzenia miała obowiązek reagować w interesie dzieci.

Według stanowiska RPD podejmowane działania były prowadzone w granicach ustawowych kompetencji, a decyzje nie miały opierać się wyłącznie na jednym ulicznym incydencie, lecz na „szerokim materiale dowodowym dotyczącym dzieci”. Biuro RPD nie komentuje rozstrzygnięcia sądu. Jak przekazało Zero.pl, jeśli nie zgadza się z konkretnym orzeczeniem, korzysta z dostępnych środków prawnych. Wokół sprawy istnieją obecnie dwie wyraźnie różniące się oceny: bardzo krytyczna ocena działań instytucji opisana przez Zero.pl na podstawie sądowego uzasadnienia oraz stanowisko RPD, zgodnie z którym interwencja wynikała z konieczności ochrony dzieci.

Zgorzelski BEZWZGLĘDNIE: „BUDUJMY BAZY USA ZA WSZELKĄ CENĘ!” Rosja testuje art. 5 NATO
Sonda
Czy działania instytucji w tej sprawie powinny zostać szczegółowo wyjaśnione?

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki