- Około 40 proc. badanych deklaruje, że czasami albo często unika wiadomości
- Bąkowicz wiąże nadmiar dezinformacji z osłabieniem zaufania do instytucji i mediów
- Fałszywe treści rozpowszechniają zarówno zorganizowane sieci, jak i zwykli użytkownicy internetu
- Przed wyborami może wzrosnąć znaczenie treści tworzonych za pomocą sztucznej inteligencji
Nadmiar informacji zniechęca do śledzenia wiadomości
Dezinformacja od dawna jest obecna w życiu społecznym, ale dziś zajmuje coraz więcej miejsca w przestrzeni informacyjnej, oceniła Katarzyna Bąkowicz. Przez to odbiorcom trudniej odróżnić rzetelną informację od manipulacji i fałszu.
Chodzi o zjawisko nazywane unikaniem wiadomości, a w rozmowie także stuporem informacyjnym. Z badania Reuters Institute Digital News Report wynika, że około 40 proc. respondentów czasami albo często unika wiadomości. Katarzyna Bąkowicz wiązała tę reakcję między innymi z pogorszeniem nastroju spowodowanym ciągłym napływem informacji.
Jej zdaniem rezygnacja ze śledzenia informacji nie jest jedynie skutkiem zmęczenia wiadomościami. Może sprawić, że do części osób nie dotrą ważne komunikaty, w tym ostrzeżenia dotyczące zagrożeń dla zdrowia i bezpieczeństwa.
W kryzysie zaufanie do instytucji jest kluczowe
Dezinformacja osłabia zaufanie między ludźmi, a także zaufanie do instytucji państwowych, mediów i osób publicznych, podkreślała Bąkowicz. Jednocześnie to właśnie zaufanie jest, jej zdaniem, warunkiem ograniczenia wpływu fałszywych narracji.
W razie nagłego zdarzenia, które wywołuje silne emocje, radziła szukać informacji przede wszystkim w oficjalnych komunikatach instytucji publicznych, a nie w pierwszych wpisach w mediach społecznościowych. Zastrzegła, że na potwierdzone informacje trzeba czasem poczekać.
Dezinformacja nie zawsze polega na prostym zaprzeczaniu faktom. Może też odwracać od nich uwagę i kierować debatę na inne, budzące emocje albo konfliktowe tematy. Uproszczone przekazy o protestach czy migracji często pomijają społeczne i ekonomiczne źródła napięć.
Kto odpowiada za szerzenie dezinformacji?
Przeciwdziałanie dezinformacji nie jest zadaniem wyłącznie administracji rządowej, instytucji publicznych i mediów. Odpowiedzialność spoczywa też na politykach, ekspertach, naukowcach, osobach publicznych i zwykłych użytkownikach internetu, którzy komentują oraz udostępniają treści.
Bąkowicz odróżniła zorganizowane kampanie dezinformacyjne, przypisywane w analizach między innymi podmiotom związanym z Rosją i Chinami, od fałszywych treści rozpowszechnianych przez użytkowników internetu. Jako przykład podała przekazy o energetyce wiatrowej, które mogą powstawać poza Polską, a trafiać także do odbiorców w innych krajach Europy.
Podstawowa zasada jest prosta: przed udostępnieniem informacji trzeba sprawdzić, czy jest prawdziwa. Kto nie potrafi albo nie chce zweryfikować źródła i treści, nie powinien przekazywać jej dalej.
Sztuczna inteligencja zmieni kampanię przed wyborami w 2027 roku
Bąkowicz nie przesądzała, jak duży wpływ dezinformacja będzie miała na wybory parlamentarne w 2027 roku. Zależeć to będzie między innymi od działań sztabów, wykorzystywanych narzędzi i granic etycznych przyjętych podczas kampanii.
Oceniła jednak, że w kampaniach będą wykorzystywane narzędzia sztucznej inteligencji. Problem polega na tym, że część społeczeństwa wciąż nie potrafi rozpoznawać treści generowanych automatycznie, w tym materiałów typu deepfake. Dlatego rośnie znaczenie edukacji medialnej i szybkiej, wiarygodnej komunikacji ze strony instytucji.
Więcej na ten temat, ale i nie tylko, możesz obejrzeć w poniższym materiale: