- Po nocnym alarmie na Lubelszczyźnie, spowodowanym naruszeniem polskiej przestrzeni powietrznej, Przemysław Czarnek z PiS ostro skrytykował komunikację rządu.
- Polityk podkreśla, że choć uruchomienie syren było słuszne, mieszkańcy musieli czekać aż trzy godziny na jakiekolwiek oficjalne informacje.
- Czy jego apel o natychmiastową komunikację zmieni politykę rządu? Dowiedz się, jakich konkretnych zmian domaga się były minister!
Nocny alarm na Lubelszczyźnie wywołał polityczne komentarze. Po wypowiedziach przedstawicieli rządu głos zabrał także były minister edukacji Przemysław Czarnek. Polityk Prawa i Sprawiedliwości przekonywał, że problemem nie było uruchomienie syren alarmowych, ale brak szybkiej komunikacji z mieszkańcami.
„Tak być nie może”
Podczas konferencji prasowej Czarnek podkreślił, że alarmy powinny być uruchamiane zawsze, gdy istnieje zagrożenie.
– W alarmach nie ma nic złego, jeśli jest zagrożenie, to alarmy są po to, żeby rzeczywiście były jak najgłośniejsze, tylko chodzi o komunikację, bo następne trzy godziny czekaliśmy na Lubelszczyźnie na jakiekolwiek informacje na temat tego, co się stało, tak być nie może – powiedział.
Zdaniem polityka mieszkańcy powinni znacznie szybciej otrzymywać oficjalne komunikaty od odpowiedzialnych służb.
Apel o szybsze komunikaty
Czarnek zaapelował o zmianę sposobu informowania obywateli w podobnych sytuacjach.
– Chcemy, żeby na przyszłość te informacje były natychmiast, ludzie, którzy się budzą w nocy przy alarmach, które słusznie są włączane, chcą też mieć komunikat, co dalej, co się dzieje – kontynuował.
Noc z środy na czwartek była wyjątkowo niespokojna na wschodzie kraju. W związku z rosyjskim atakiem na zachodnią Ukrainę polskie wojsko poderwało lotnictwo, a na Lubelszczyźnie uruchomiono syreny alarmowe. W rejonie Tarnawy-Kolonii odnaleziono miejsce upadku niezidentyfikowanego obiektu. Okoliczności zdarzenia wyjaśniają służby.
Poniżej galeria zdjęć: Ogromny krater na Lubelszczyźnie. Mieszkańcy usłyszeli potężny huk, na miejscu pracują służby