"Super Express": - Dewiza posługi duszpasterskiej arcybiskupa Janusza Bolonka brzmi: Trójjedynemu Bogu. Pan twierdzi, że służył też całkiem nieświętej władzy...
Cezary Gmyz: - Był agentem Departamentu Pierwszego Służby Bezpieczeństwa, czyli PRL-owskiego wywiadu. Został zarejestrowany w kategorii rozpracowanie operacyjne w 1971, 10 lat później został pozyskany jako agent. Działał pod pseudonimem "Lamos". Materiał dowodowy w jego sprawie to około 300 stron meldunków, poza tym istnieje jeszcze teczka komunistycznej rezydentury "Baszta" w Rzymie, która pozytywnie ocenia pracę tego agenta i spotkania z nim charakteryzuje jako systematyczne. Zatem jego agenturalność nie podlega wątpliwości. "Lamos" uchodził za cenne źródło. Z pozyskiwanymi od niego informacjami zapoznawało się kierownictwo państwa: Gierek, Jaruzelski, Czyrek.
- Komu szkodził "Lamos"?
- Przekazywał kluczowe informacje na temat tajemnic Stolicy Apostolskiej oraz Kościoła w Polsce. Bezpieka nie była strukturą przyjazną temuż Kościołowi oraz bytowi niepodległego państwa polskiego.
- Czy to "Lamos" zakapował płk. Kuklińskiego?
- Stuprocentowego dowodu na to nie ma, gdyż teczka arcybiskupa Bolonka w 1990 r. trafiła do pieca - została zniszczona. Natomiast na podstawie protokołu zniszczeń możemy ustalić, że arcybiskup Bolonek to właśnie "Lamos". Wiemy też, że krąg osób uczestniczących w spotkaniach szefa CIA Williama Casaya z papieżem był na tyle wąski, że tę informację mógł wynieść właśnie arcybiskup Bolonek.
- Jak to możliwe, że wysoki hierarcha wysługiwał się służbom specjalnym komunistycznego państwa?
- Przesądzanie o motywacjach tego czy innego agenta jest trudne - o tym, co siedzi w ich głowach, więcej by chyba mógł powiedzieć psycholog...
- Może psycholog, a może szantażysta...
- Najczęściej agentów pozyskiwano na zasadzie dobrowolności. Szantaż czy zastraszanie to był absolutny margines. Bezpieka uważała, że z niewolnika nie ma pracownika. Chodziło o to, żeby agent pracował chętnie.
- W 2012 r. Janusz Bolonek został odznaczony przez prezydenta Bronisława Komorowskiego Krzyżem Oficerskim Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej. A więc może arcybiskup miał też jakieś zasługi i przykryły one ewentualne szkody, które wyrządził. A może nie był aż tak szkodliwy?
- Prezydent, przyznając najwyższe odznaczenia, powinien zasięgać informacji w IPN. Instytut niewątpliwie potwierdziłby agenturalność hierarchy. Arcybiskup zapewne ma zasługi dla dyplomacji watykańskiej. Czy dla Polski, nie wiem.
- Może czuć się pomówiony?
- Jeżeli tak, to ma sądową drogę do oczyszczenia się - może poprosić o autolustrację. Nie słyszałem jednak, aby wyraził chęć skorzystania z tej możliwości.
Cezary Gmyz
Publicysta "Do Rzeczy"