Gościem Piotra Najsztuba był były szef ministerstwa spraw zagraniczny, Jacek Czaputowicz. Jednym z głównych tematów rozmowy był spór o ambasadorów. Zdaniem byłego ministra obie strony, czyli strona prezydenta i strona rządu powinny ze sobą współpracować w polityce międzynarodowej. Czaputowicz przyznał, że pomysł, by w krajach z systemem prezydenckim to prezydent miał "swojego" ambasadora, a w republikach rząd miał "swojego" jest błędem: -Uważam, że to niedobrze. Tego nie było, gdy byłem ministrem. (...) A dlaczego miałby to robić? Moim zdaniem to nieuzasadnione roszczenia, bo za politykę zagraniczną odpowiada rząd i on powinien mieć instrumentarium, a są to placówki dyplomatyczne, które podlegają ministrowi spraw zagranicznych oczywiście prezydent ma swoje kompetencje.
Czaputowicz tłumaczy sprawę ambasadorów. Mówi o systemie "podziału łupów"
Jak wyjaśnił polityk, nie jest tak, że prezydent nic nie ma do powiedzenia, ponieważ to prezydent wręcza nominację: - Tu też widzę błędy ministra spraw zagranicznych, (...) minister spraw zagranicznych zawsze występował, i tak jest w ustawie o mianowanie ambasadora, i szuka przede wszystkim osób z resortu wiceministrów, dyrektorów i tak dalej, a także spoza resortu i z administracji czy ze świata akademickiego. Wtedy prezydent może się wypowiedzieć może czasami powiedzieć, że ta osoba mu nie odpowiada. (...) Na czym polega problem moim zdaniem? Można mieć zastrzeżenia do ministra Sikorskiego, ten system, który powstał w 2021 roku, to jest taki system łupów, gdzie na stanowisko ambasadorów poprzedni rząd, czyli Prawa i Sprawiedliwości, wysyłano co do zasady polityków, którzy nie są w resorcie, ale najważniejsza była lojalność polityczna. Tak to tłumaczono: ambasador jest tak jak wiceminister, on musi być lojalny (... ). Natomiast na czym polega błąd, moim zdaniem ministra Sikorskiego, zamiast uzdrowić system i kierować na te placówki rzeczywiście dyplomatów z resortu ,to on zaczął spłacać długi polityczne różnym osobom które nie są dyplomatami a politykami.