- Ceny paliw ponownie stały się areną ostrego sporu politycznego w Polsce.
- Były wicepremier Piotr Gliński zaatakował Donalda Tuska w mediach społecznościowych, zarzucając mu chwalenie wysokich cen.
- Sprawdź, co tak naprawdę mówił premier Tusk o cenach paliw i dlaczego ten temat tak często rozpala polską scenę polityczną.
- Czy politycy powinni wykorzystywać codzienne wydatki do bieżącej walki? Oddaj swój głos w sondzie!
Tankowanie i polityczna zaczepka
„Byłem na Orlenie. Zapłaciłem 5,81 za litr. Czeski błąd czy polskim premierem jest pajac?” – napisał Gliński, sugerując, że obecny rząd ponosi odpowiedzialność za ceny paliw. Wpis szybko zdobył tysiące wyświetleń i setki reakcji. W tle pojawia się jednak pytanie, które zadaje sobie wielu internautów: czy Tusk rzeczywiście „chwalił” ceny paliw?
Co naprawdę mówił Tusk o paliwie?
W ostatnich tygodniach Donald Tusk kilkukrotnie odnosił się do sytuacji na rynku paliw, ale nie w tonie zachwytu nad cenami. Jego wypowiedzi dotyczyły raczej trendów rynkowych, kosztów życia i odpowiedzialności państwa za stabilność cen, a nie pochwały konkretnych kwot na dystrybutorach.
Premier wskazywał, że ceny paliw są jednym z kluczowych elementów inflacji i obciążenia domowych budżetów. Wypowiedzi miały charakter opisowy i krytyczny wobec mechanizmów rynkowych, a nie promocyjny. Nie padły słowa sugerujące, że wysokie ceny są czymś pozytywnym lub pożądanym.
Donald Tusk zaoferował pomoc, ale Szwajcaria odmówiła. Powód może zaskoczyć!
Wpis Glińskiego i reakcja sieci
Mimo to wpis Piotra Glińskiego, oparty na cenie paliwa, szybko rozszedł się w mediach społecznościowych. Były minister zasugerował odpowiedzialność obecnego premiera, używając ironicznej formy i zaczepnego tonu.
To wystarczyło, by temat znów wybuchł w sieci. Internauci przypomnieli, że Gliński przez lata współtworzył rząd, w którym Orlen i ceny paliw były jednym z najbardziej politycznych tematów. Pojawiły się komentarze o hipokryzji, krótkiej pamięci i przerzucaniu odpowiedzialności.
Paliwo jako symbol polityki
Ceny benzyny od lat są w Polsce czujnikiem nastrojów społecznych. Dla wielu wyborców to nie abstrakcyjny wskaźnik gospodarczy, ale codzienne doświadczenie, dojazd do pracy, koszty transportu, ceny w sklepach.
Dlatego politycy chętnie sięgają po ten temat, bo paragon z Orlenu przemawia szybciej niż wykresy ekonomiczne. Problem w tym, że uproszczone wpisy rzadko oddają pełen kontekst, globalne ceny ropy, kursy walut, podatki, marże i decyzje sprzed lat.
Poniżej dawna galeria zdjęć: Morawiecki i Gliński chcą przekazać Węgrom XV, wieczny manuskrypt w celu pogłębienia relacji polsko - węgierskich