Beata Kempa 13 grudnia była gościem programu Moniki Olejnik w Radiu ZET. Szefowa Kancelarii Premiera unikała odpowiedzi na pytanie, czy opublikuje wyrok Trybunału Konstytucyjnego. Minister zarzuciła politykom PO i PSL, że organizują demonstracje, ponieważ chcą, aby Trybunał Konstytucyjny blokował rządy Prawo i Sprawiedliwości.
- Ludzie mają zrobiony mętlik w głowie przez krzyczącą i tupiącą opozycję, która nawarzyła tego piwa – mówiła, oskarżając PO i PSL o wywołanie kryzysu w sprawie Trybunału Konstytucyjnego. - Nie może być tak, że opozycja, która nie potrafi pogodzić się z przegranymi wyborami, próbuje ustawić sobie trzecią izbę parlamentu – podsumowała Kempa.
Obecny w studiu Radia ZET drugi gość Moniki Olejnik Andrzej Halicki (PO) ocenił, że od strony prawa „sytuacja jest jasna”. – Pani minister Kempa włącza drukarkę po otrzymaniu orzeczenia – stwierdził i dodał, że „premier Szydło dołącza do prezydenta Dudy na liście osób, które złamały konstytucję”. Aby uzasadnić swe zdanie Halicki przywołał art. 190 Konstytucji, który stanowi, że "wyroki Trybunału Konstytucyjnego są ostateczne i mają moc powszechnie obowiązującą”, na Kancelarię Premiera nakłada obowiązek „niezwłocznej publikacji orzeczeń” w Dzienniku Ustaw lub Monitorze Polskim.- Od 3 grudnia jest łamane prawo – podsumował swoją wypowiedź polityk PO.
W odpowiedzi Beata Kempa zapowiedziała, że złoży w sprawie Halickiego „i innych osób” zawiadomienie do prokuratury. – To jest kłamstwo, pan mi zarzuca złamanie prawa. W tym studiu jest łamane prawo – mówiła Kempa. – To proszę zawiadomić prokuraturę – odpowiedziała jej Monika Olejnik. – Oczywiście. W sprawie pana Halickiego i innych osób, które mówią, że ja złamałam prawo. Dość tego! Nie jesteście sądem! – odpowiedziała Beata Kempa.