- Afera w Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych (RARS) nabiera tempa, a w centrum uwagi znalazł się Dominik B. i jego spółka Stopro.
- Europejski Urząd ds. Zwalczania Nadużyć Finansowych (OLAF) oraz polska prokuratura badają, jak miliony złotych z publicznych kontraktów miały trafiać na prywatne konta.
- Zarzuty obejmują udział w zorganizowanej grupie przestępczej i pranie brudnych pieniędzy, a w tle pojawiają się luksusowe nieruchomości i zawyżone faktury z Chin.
- Czy Dominik B. rzeczywiście stał za mechanizmem wyprowadzania środków z RARS?
Dochodzenie prowadzone przez Europejski Urząd ds. Zwalczania Nadużyć Finansowych (OLAF) w sprawie nieprawidłowości w Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych (RARS) zawiera druzgocące wnioski. Jeden z kluczowych fragmentów raportu, datowanego na 2025 rok, dotyczy spółki Stopro, należącej do Dominika B. Śledczy z OLAF wskazują, że firma przekazała osobom trzecim duże kwoty środków unijnych, co w połączeniu z innymi ustaleniami może wskazywać na możliwy przypadek prania pieniędzy. Europejscy kontrolerzy wprost sugerują, że chodzi o legalizowanie dochodów pochodzących z oszustwa, co stanowi przestępstwo w świetle polskiego prawa karnego. O szczegółach sprawy informuje Onet.
Ustalenia te stały się jednym z fundamentów szeroko zakrojonego śledztwa, które w Polsce prowadzi Prokuratura Krajowa we współpracy z Centralnym Biurem Antykorupcyjnym. Na celowniku znalazł się przepływ gigantycznych środków, które w ramach kontraktów trafiały z RARS do spółki Stopro.
Zyski z kontraktów na luksusowe nieruchomości. Inwestycje Dominika B.
Dominik B., właściciel Stopro, znaczną część pieniędzy otrzymywanych od Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych przeznaczał na realizację kontraktów, zakup agregatów prądotwórczych, opłacenie pośredników i koszty transportu sprzętu do Polski. Jednak, jak wynika z materiału dowodowego, zyski z tej działalności pozwoliły mu na prowadzenie wystawnego życia. Środki te miały posłużyć m.in. na dokończenie budowy okazałego domu w Warszawie oraz zakup za gotówkę luksusowego apartamentu w Krynicy-Zdroju.
To jednak nie wszystko. Inwestycje w nieruchomości prowadziła również sama spółka Stopro, co wzbudziło szczególne zainteresowanie śledczych.
Spółka kupuje mieszkanie od rodziców właściciela
Chronologia zdarzeń jest tu kluczowa. Zaledwie dwa tygodnie po podpisaniu pierwszej umowy z RARS, spółka Stopro zawiera umowę przedwstępną na zakup dwupokojowego mieszkania na warszawskiej Pradze. Co istotne, sprzedającymi są rodzice Dominika B. – Andrzej i Iwona.
Gdy na konto spółki zaczynają wpływać pierwsze transze pieniędzy z RARS, transakcja zostaje sfinalizowana. 14 lutego Stopro przelewa na konto matki właściciela, Iwony B., kwotę pół miliona złotych. W ten sposób spółka Dominika B. stała się właścicielem lokalu mieszkalnego, który odkupiła od jego własnych rodziców. Tego typu transakcja została natychmiast uznana przez Prokuraturę Krajową za potencjalny element mechanizmu legalizowania środków pochodzących z przestępstwa.
Akcja CBA i zarzuty prokuratury. Zorganizowana grupa i pranie pieniędzy
Choć śledztwo w sprawie wyprowadzania środków z RARS zostało wszczęte już w grudniu 2023 roku, na zatrzymanie Dominika B. trzeba było czekać półtora roku. 12 czerwca 2025 roku do jego domu wkroczyli funkcjonariusze Centralnego Biura Antykorupcyjnego.
Przedstawione mu zarzuty są niezwykle poważne. Podobnie jak zatrzymany wcześniej Paweł Sz., Dominik B. usłyszał zarzut udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, której celem miało być właśnie wyprowadzanie środków z RARS. Co więcej, prokuratura oskarża go o przestępstwo prania brudnych pieniędzy. Według śledczych, B. miał podejmować działania mające na celu upozorowanie legalności środków pieniężnych w kwocie co najmniej 23 mln zł, które jego firma uzyskała z agencji w wyniku popełnienia przestępstwa.
Chiński schemat: zawyżone faktury i "fikcyjne wynagrodzenie"
Prokuratura Krajowa ujawniła również inny, misternie skonstruowany mechanizm, który miał służyć do generowania nielegalnych zysków. Według śledczych, Dominik B. w okresie od kwietnia do października 2020 roku miał polecać chińskim dostawcom zawyżanie cen sprzętu covidowego, który następnie trafiał do RARS. Agencja ponosiła zawyżone koszty, nie mając świadomości procederu. Następnie Dominik B., już jako osoba prywatna, zawierał z tymi samymi chińskimi firmami fikcyjne umowy, na podstawie których część nadpłaconej kwoty wracała do niego pod pozorem rzekomego wynagrodzenia.
Linia obrony Dominika B.: od utraty wzroku po status "sprawdzonego kontrahenta"
Podczas przesłuchania Dominik B. złożył wyjaśnienia, jednak nie przyznał się do winy. W związku z tym sąd zdecydował o zastosowaniu wobec niego trzymiesięcznego aresztu tymczasowego. We wrześniu 2025 roku, gdy prokuratura wnioskowała o przedłużenie aresztu, sąd podjął jednak decyzję o jego zwolnieniu. Powodem był pogarszający się stan zdrowia podejrzanego. Jak argumentował jego obrońca, mec. Krzysztof Wąsowski, pobyt w areszcie miał doprowadzić do niemal całkowitej utraty wzroku przez jego klienta.
Tusk nagle umieścił w sieci wpis. "Niżej upaść nie można"
Wcześniej, w korespondencji z mediami, Dominik B. konsekwentnie zaprzeczał swojemu udziałowi w aferze. Odrzucał sugestie, jakoby zlecenia z RARS otrzymywał dzięki swojej wcześniejszej pracy w kampanii wyborczej Mateusza Morawieckiego. Przekonywał, że lukratywne kontrakty zdobył, ponieważ dał się poznać jako "sprawdzony kontrahent dostarczający w terminie, z pełną dokumentacją i bez żadnych problemów zamówiony towar".
W korespondencji z urzędnikami OLAF tłumaczył z kolei, że kontrakt na dostawę agregatów dla Ukrainy był efektem jego umiejętności jako "skutecznego negocjatora współpracy z rynkiem chińskim".
Kontekst i powiązania. Co jeszcze wiemy o działalności Dominika B.?
Spółka Stopro to nie jedyna firma Dominika B., która robiła interesy z Rządową Agencją Rezerw Strategicznych. Wcześniej media opisywały działalność spółki Direction, która w czasie pandemii dostarczyła agencji rękawice ochronne i maski za łączną kwotę 55 mln zł. Ten wątek również jest analizowany przez śledczych.
W materiałach sprawy pojawia się także pożyczka, jakiej spółka Stopro udzieliła firmie Tifotex. Sam Dominik B. określił ją jako "kontynuację współpracy", która dzięki oprocentowaniu miała przynieść mu korzyści finansowe. Śledczy badają, czy ta transakcja również nie była elementem szerszego procederu finansowego. Sprawa jest w toku, a jej kolejne odsłony mogą ujawnić pełną skalę nieprawidłowości w dysponowaniu środkami publicznymi.
Poniżej galeria zdjęć: Morawiecki pod ochroną na miesięcznicy