Zamachowiec oddał strzały do przypadkowych osób znajdujących się na krakowskim rynku. Podczas policyjnej akcji Michał O. został postrzelony przez mundurowych, doszło do jego zatrzymania, ale trafił do szpitala. Z najnowszych wiadomości wynika, że znajduje się on w krytycznym stanie. Wojewoda małopolski Łukasz Klęczar poinformował, że napastnik przeszedł już kilka operacji.
Szybko zaczęły pojawiać się doniesienia na jego temat. Wskazywano, że z uwagi na to, jaki miał strój czy symbole na uniformie, może mieć powiązania z grupami skrajnie prawicowymi. Podczas konferencji prasowej z udziałem szefa MSWiA padły też słowa dotyczące napastnika.
Minister Marcin Kierwiński przekazał, że pierwsze ustalenia wskazują, że zamachowiec z Krakowa działał sam. Dodał, że wszystko wskazuje na to, że zamachowiec „miał poglądy bardzo, bardzo radykalne” i był „zafascynowany ideologiami skrajnie prawicowymi”.
Jak nieoficjalnie ustalił "Super Express", Michał O. nie miał i nie ma żadnych powiązań z prawicowymi partiami czy ekstremalnie prawicowymi organizacjami, do żadnej takiej nie należał. Służby dokładnie prześwietliły działalność sprawcy zamachu w internecie i w mediach społecznościowych i nie ma śladu łączącego mężczyznę ze skrajną prawicą. To ustalenia, które potwierdziliśmy w kilku źródłach.
W mieszkaniu Michała O. odnaleziono trzy ciała
Służby po masakrze na rynku sprawdziły też mieszkanie Michała O. w Ostrowcu Świętokrzyskim. Tam doszło do koszmarnego odkrycia, odnaleziono trzy ciała: dwóch kobiet i mężczyzny. Jak ustalono to rodzice O. oraz jego siostra. Wstępne oględziny wykazały na ciałach ofiar obrażenia, które wyglądają na rany postrzałowe. Decyzją śledczych zwłoki zabezpieczono do dalszych, szczegółowych analiz, a w samym lokalu funkcjonariusze natrafili na siedem sztuk broni.