- Prokuratura nadal bada sprawę hejtu wobec córki Karola Nawrockiego.
- Analizą objęto ok. 30 tys. wpisów z internetu.
- Śledczy prowadzą obecnie dwa postępowania.
- Wnioski o pomoc prawną trafiły do USA i Chin.
- Nikomu nie przedstawiono jeszcze zarzutów, ale prokuratura zapowiada możliwą odpowiedzialność karną autorów części wpisów.
Hejt na córkę Karola Nawrockiego. Prokuratura nadal bada sprawę
Sprawa fali obraźliwych komentarzy pod adresem córki Karola Nawrockiego wciąż nie jest zamknięta. Jak ustaliła Gazeta.pl, Prokuratura Rejonowa Warszawa-Mokotów nadal prowadzi postępowania dotyczące wpisów, które pojawiły się w sieci po wieczorze wyborczym.
Szef MON reaguje na decyzję Ukrainy. Chodzi o jednostkę imienia UPA
Córka Karola i Marty Nawrockich pojawiła się wtedy razem z rodzicami na scenie. Dziewczynka uśmiechała się, tańczyła i spontanicznie reagowała na atmosferę wieczoru. Wiele osób odebrało to z sympatią. Szybko jednak w internecie pojawiły się również komentarze, które przekroczyły granice zwykłej krytyki czy politycznej złośliwości.
Sprawa od początku budziła ogromne emocje, bo chodzi o dziecko. Na falę hejtu reagowali politycy, internauci, Rzeczniczka Praw Dziecka oraz służby. Teraz wiadomo, że śledczy nadal analizują materiały i próbują ustalić autorów najbardziej drastycznych treści.
Śledczy analizują tysiące wpisów
Według informacji Gazeta.pl analizą objęto łącznie ok. 30 tys. wpisów. Obecnie prowadzone są dwa postępowania. Część materiałów pochodziła ze zgłoszeń przekazanych przez Biuro Rzecznika Praw Dziecka.
Prokuratura zwróciła się także o międzynarodową pomoc prawną do Stanów Zjednoczonych. Chodzi o dane właścicieli kont na Facebooku i Instagramie. W praktyce ustalenie autorów wpisów publikowanych na dużych platformach społecznościowych może być jednak trudne, bo amerykańskie prawo bardzo mocno chroni wolność słowa.
Osobny wątek dotyczy treści opublikowanych na TikToku. W tym przypadku polska strona skierowała wniosek o międzynarodową pomoc prawną do Chin. Według Gazeta.pl postępowanie dotyczące jednej z treści z tej platformy zostało zawieszone.
Prokurator: niektórzy autorzy wpisów poniosą odpowiedzialność
Na razie nikomu nie przedstawiono zarzutów. Prokuratura sygnalizuje jednak, że część autorów wpisów może odpowiedzieć przed sądem.
— Nikomu nie postawiono jeszcze zarzutów. Biorąc jednak pod uwagę to, co już wiemy, można stwierdzić, że niektórzy autorzy wpisów poniosą odpowiedzialność karną — powiedział w rozmowie z Gazeta.pl prok. Piotr Antoni Skiba z Prokuratury Okręgowej w Warszawie.
Ten cytat pokazuje, że sprawa nie skończyła się na medialnym oburzeniu. Śledczy nie tylko zbierają zgłoszenia, ale sprawdzają konkretne treści i próbują dotrzeć do osób, które je opublikowały.
Dziecko w centrum politycznej burzy
Najbardziej poruszające w tej sprawie jest to, że ofiarą internetowej agresji stało się dziecko. Polityczny spór po wyborach bardzo szybko przeniósł się na rodzinę Karola Nawrockiego, a część użytkowników mediów społecznościowych zaatakowała jego córkę w sposób trudny do usprawiedliwienia jakąkolwiek debatą publiczną.
W takich sprawach granica jest oczywista. Osoby publiczne muszą liczyć się z krytyką, ale dzieci polityków nie powinny stawać się celem brutalnych komentarzy, drwin ani gróźb. Tym bardziej gdy chodzi o siedmioletnią dziewczynkę, która pojawiła się na scenie razem z rodzicami.
Fala wpisów po wieczorze wyborczym pokazała też szerszy problem. Internetowa agresja bardzo często rozlewa się błyskawicznie, a usunięcie komentarzy nie oznacza, że ich autorzy pozostają anonimowi i bezkarni. Właśnie dlatego ta sprawa jest tak uważnie obserwowana.
Możliwy przełom, ale śledztwo potrwa
Największym wyzwaniem dla prokuratury może być ustalenie danych osób, które publikowały wpisy z kont na zagranicznych platformach. Bez odpowiedzi ze strony administratorów Facebooka, Instagrama czy TikToka postępowanie może przeciągać się miesiącami.
Sprawa ma jednak znaczenie wykraczające poza jeden polityczny skandal. Od jej finału może zależeć, czy autorzy podobnych wpisów zobaczą, że atakowanie dziecka w sieci nie kończy się wyłącznie publicznym potępieniem.
Prokuratura nie przesądza jeszcze, komu i jakie zarzuty mogą zostać przedstawione. Słowa prok. Piotra Antoniego Skiby są jednak jasnym sygnałem: część internetowych komentarzy może mieć konsekwencje karne.
Poniżej galeria zdjęć: Nawrocki na procesji z rodziną