- UE rozważa wprowadzenie 11 kolorowych pojemników na odpady oraz obowiązkowych etykiet składu na opakowaniach, aby poprawić segregację.
- Wielu Polaków uważa ten pomysł za zbyt skomplikowany, niepraktyczny i oderwany od realiów, obawiając się chaosu i trudności w codziennym sortowaniu śmieci.
- Zanim zapadnie decyzja, odbędzie się debata w Parlamencie Europejskim, a temat już teraz budzi silne emocje.
Rekomendacja: więcej pojemników na odpady
Jak informowaliśmy, od sierpnia zacznie obowiązywać rozporządzenie Packaging and Packaging Waste Regulation (PPWR) w sprawie opakowań i odpadów opakowaniowych. Wprowadzono w nim m.in. obowiązek stosowania na opakowaniach etykiet z ich składem. Unijna jednostka JRC przygotowała jednocześnie raport, w którym radzi Komisji Europejskiej, co robić, aby w UE zbiórka śmieci była efektywna.
Jedna z rekomendacji to nowe pojemniki na odpady (np. na odpady niebezpieczne jak zużyte baterie oraz na tekstylia i leki). Łącznie powinno być ich 11, w różnych kolorach, aby mieszkańcy UE mogli łatwo pozbyć się śmieci i by odpady nie trafiały np. do lasu. A co o tym sądzą Polacy, z którymi rozmawialiśmy?
– 11 grup śmieci?! To już nie jest ekologia, tylko represja! Dziś segregujemy śmieci na 4 kategorie. Te nowe propozycje pokazują, że urzędnicy unijni są coraz bardziej odklejeni od rzeczywistości. System żeby był skuteczny, musi być prosty i przyjazny w obsłudze. A ludzie już teraz się gubią i nie nadążają. Żeby wyrzucić śmieci trzeba będzie skończyć kurs materiałoznawstwa! W latach 80. projektowano działające, automatyczne linie do sortowania odpadków. Co się z tym stało? Myślę że to nie zadziała, i skończy się buntem przeciwko ekologii i ekologom – uważa Tomasz Jadczuk z Białegostoku, ojciec 5‑letniego Przemka.
- To jakieś nieporozumienie! Ekologia jest ważna. Musimy zostawić dzieciom i wnukom czysty świat. Ale należy do ekologii podchodzić życiowo, rozsądnie! Skąd będę wiedziała, czy np. blister po lekach wyrzucać do plastików, czy innej kategorii. Ten pomysł to jakiś absurd! - wtóruje Krystyna Stankiewicz (70 l.) z Białegostoku z wnuczką Mają Staniewicz (10 l.).
"Ledwie ogarniamy worki w kilku kolorach"
Marian Pelc (86 l.) emeryt z Siedlec, także jest przeciwny temu pomysłowi. - Jestem przeciwny pozornym ulepszeniom w segregacji odpadów. Zwiększenie ilości worków do segregacji to przesada. I tak ledwie ogarniamy, co do którego pojemnika mamy wrzucać. Jest dobrze i nie należy zmieniać tego, co się sprawdzało przez lata – powiedział pan Marian naszemu reporterowi.
Stanowcze nie dla zmian w segregacji śmieci wyraża też inna siedlczanka Barbara Ługowska (67 l.). - Zwiększenie ilości worków to zabieg, który ma pomagać firmom zarządzającym odpadami, a nie zwykłym obywatelom. Dużo czasu zajęło mi przyzwyczajenie się do obecnych kolorów worków i pojemników, a jak zostanie zwiększona ich ilość, to zrobi się bałagan – uważa pani Barbara.
- Dlaczego komplikować coś, co działa dobrze. Obecne metody segregacji i odbioru odpadów sprawdzają się według mnie. Jestem przeciwna jakimkolwiek zmianom, bo będzie gorzej – to z kolei głos Krystyny Miechowskiej (80 l.), mieszkanki Mazowsza.
Zanim ewentualnie zapadnie decyzja o nowych pojemnikach, odbędzie się w Parlamencie Europejskim debata na ten temat. Nie będzie łatwa, bo – jak widać – sprawa budzi silne emocje.