Marek Zuber: Spirala obietnic wyborczych może się skończyć kryzysem

Ze względy na wybory parlamentarne w 2027 r. politycy będą prześcigać się w obietnicach wyborczych, skutkujących dodatkowymi wydatkami z budżetu. - I jeśli rząd pójdzie w tym kierunku, to nam realnie grozi mały kryzys finansowy - tłumaczy w rozmowie z "Super Expressem" ekonomista Marek Zuber. Ekssert zastrzega, że to scenariusz mało prawdopodobny, ale nie niemożliwy.

Portret ekonomisty Marka Zubera w marynarce. O tym, czy grozi nam kryzys finansowy, przeczytasz na SE Polityka.
Autor: Tomasz Radzik/Super Express
  • Jak informuje Marek Zuber, obietnica 60 tys. kwoty wolnej była od początku nierealna, bo budżet nie miał możliwości udźwignąć tak dużego ubytku dochodów.
  • Według ekonomisty decyzja o ulgach dla klasy średniej wynika z trzech sił: presji obietnic wyborczych, rozpoczętej już kampanii oraz bardzo trudnej sytuacji budżetu.
  • Jego zdaniem podwyżka CIT dla firm o dużych obrotach nie da państwu znacząco większych wpływów, bo przedsiębiorstwa będą optymalizować finanse.

"Super Express": – Zapowiedziane na rok 2027 zmiany w systemie podatkowym mają zapewnić oszczędności 3,5 mln Polaków. Biorąc pod uwagę wszystkich obywateli oraz to, że mamy ok. 15 mln aktywnych zawodowo, skorzystają nieliczni. A obietnicą wyborczą KO było 60 tys. kwoty wolnej, co odczuliby w portfelach prawie wszyscy.

Marek Zuber: – Zgadza się. Zaoferowano korzyści, ale nie dla wszystkich. Można powiedzieć, że „nie tak miało być”, biorąc pod uwagę kampanię wyborczą w 2023 roku. Chociaż kiedy po raz pierwszy usłyszałem o 60 tys. kwoty wolnej, co obiecał wówczas Donald Tusk, to prawdę mówiąc, sprawdzałem, czy jakiś dziennikarz się nie pomylił, podając taką kwotę. Już wtedy, biorąc pod uwagę możliwości budżetu, tak wysoka kwota wolna była mało prawdopodobna.

– Dlaczego zatem teraz rząd postanowił dać oszczędności klasie średniej?

– Ta propozycja wynika z trzech sił, z którymi musi się dzisiaj liczyć rząd. Pierwsza siła to właśnie obietnice wyborcze. Trzeba trochę wyjść z twarzą i coś zaoferować. Jeżeli nie wszystkim, to przynajmniej części społeczeństwa. No a grupa tych średnio zarabiających, tak zwana klasa średnia, bo do niej głównie jest ta propozycja kierowana, to potencjalnie grupa ważnych wyborców Koalicji Obywatelskiej. Więc ten element miał znaczenie. Czyli: obiecaliśmy, to coś musimy zrobić. Druga siła to kwestia czysto polityczna. Możemy postawić tezę, że kampania wyborcza już się zaczęła. Chociaż ja bym nawet twierdził, że ona się zaczęła w momencie, kiedy prezydent nie podpisał ustawy dotyczącej SAFE. Czyli ta propozycja podatkowa na pewno będzie w czasie kampanii podkreślana, o niej będzie się mówiło. Rząd musiał taką decyzję podjąć, żeby nie narazić się na atak polityczny ze strony opozycji: „Naobiecywaliście, a nic nie zrobiliście”. Oczywiście opozycja i tak będzie atakowała te propozycje na zasadzie, że miało być znacznie więcej, no ale teraz rząd może się bronić.

– A trzecia siła?

– Trzecia siła to sytuacja budżetu, która jest bardzo trudna. Jakbyśmy porządnie policzyli całą dziurę w budżecie państwa, to mamy największą od 35 lat. Ona jest większa niż deficyt, który mieliśmy po wielkim kryzysie finansowym z lat 2008–2009. Mało tego, jesteśmy od dwóch lat w procedurze nadmiernego deficytu budżetowego, czyli jesteśmy w trakcie realizacji umowy z Komisją Europejską, która zobowiązała nas do realizacji planu ograniczenia narastania długu. Wynika to z faktu, że Polska nie spełnia zakładanych warunków prowadzenia finansów publicznych. Komisja Europejska zgodziła się na nasz plan, który pozwoli deficyt ograniczyć. W związku z tym, jeżeli obniżamy podatki, to musimy pokazać źródła ich finansowania. Więc ta zasada powstrzymywała dotąd rząd przed realizacją obietnic wyborczych, właśnie ze względu na trudną sytuację budżetu.

Politycy zabrali kampanię na wakacje. Jedni ruszyli w kurorty, inni czekają na jesień

– To nasuwa się pytanie, czy zapowiedziane obniżki podatków dla klasy średniej zostaną pokryte zapowiedzianymi podwyżkami podatków dla przedsiębiorstw?

– Moim zdaniem podwyżka CIT (z 19 do 22 proc.) dla dużych firm nie przyniesie proporcjonalnie większych wpływów do budżetu, niż wynikałoby to z samego podniesienia stawki o trzy punkty procentowe. Oczywiście wpływy z CIT mogą za rok czy dwa wzrosnąć, ale raczej dlatego, że urośnie gospodarka — a nie dlatego, że sama podwyżka CIT automatycznie zwiększy dochody państwa. Trzeba też pamiętać, że przedsiębiorstwa będą podejmować wiele działań, aby zoptymalizować swoje rozliczenia i obniżyć dochód do opodatkowania. Te trzy punkty procentowe to dla dużych firm realne pieniądze, więc będą szukały sposobów, by wykazać niższy dochód podatkowy. Warto również podkreślić, że wyższa stawka CIT będzie dotyczyła tylko firm o przychodach powyżej 50 mln euro (ok. 250 mln zł), a nie firm z takimi zyskami. To oznacza, że mówimy nie tylko o największych gigantach, ale także o wielu średnich i dużych przedsiębiorstwach, które nie osiągają dużych zysków, tylko mają duże obroty. To jest bardzo duża grupa przedsiębiorstw. Po drugie są to często firmy polskie (nie zagraniczne inwestycje), z takich branż jak handel detaliczny czy handel samochodami, a marże w nich generowane są na poziomie często 1,5 czy 2 proc. W związku z tym z tych 200 czy 250 mln zł nie zostają jakieś gigantyczne zyski. Dlatego uważam, że przed podwyższeniem podatków dla firm powinno się zbadać ich sytuację. Ale tak czy inaczej, przedsiębiorstwa będą dążyły do optymalizacji.

– Czy zapowiadane zmiany podatkowe przełożą się jakoś na sytuację przeciętnych Polaków, konsumentów?

– To kolejne zagadnienie. Warto się zastanowić, czy część tego dodatkowego CIT-u nie zostanie przerzucona na klientów w postaci wyższych cen produktów i usług oferowanych przez firmy. Tak może się stać, a to będzie oznaczało, że tak naprawdę na obniżkę podatków dla klasy średniej w jakiejś mierze zrzuci się większość społeczeństwa, płacąc po prostu wyższe ceny.

Prof. Dudek nie zostawił suchej nitki na Tusku. Wypomniał mu "ucieczkę do Brukseli"

– Mamy jeszcze rok do wyborów. Czy minister finansów Andrzej Domański wygospodaruje dodatkowe środki na kolejne obniżki podatków albo na inne obietnice wyborcze?

– Będzie bardzo ciężko. Natomiast boję się sytuacji, że opozycja będzie bardzo agresywna w różnego rodzaju obietnicach kosztujących dziesiątki miliardów złotych. To można sobie wyobrazić. Prawo i Sprawiedliwość już chyba nawet w zeszłym roku na konwencji wygłaszało takie zapowiedzi. I jeśli rząd pójdzie w tym kierunku, to nam realnie grozi — choć podkreślam, że nie jest to mój bazowy scenariusz — to, co się wydarzyło w październiku 2022 roku w Wielkiej Brytanii. Określiłbym to jako „pstryczek w nos” ze strony tych, którzy kupują polski dług, czyli dają nam pieniądze, którymi zasypujemy dziurę w budżecie. Może być chwilowy odwrót od polskich obligacji, od złotego. W efekcie euro może być znowu po 5 zł i wystąpi mały „kryzysik” finansowy. To nie będzie to, co wydarzyło się w Grecji, to nie będzie katastrofa, nie załamanie finansów publicznych, tylko chwilowy kryzys. Żeby stłumić, aktualnie rządzący będą musieli się wycofać oczywiście z takich pomysłów. No ale zanim się wycofają, to będziemy mieli właśnie taką trudną sytuację na rynku. To nie jest niemożliwy scenariusz, jeżeli politycy pójdą w kierunku rozkręcania spirali obietnic wyborczych.

– Miejmy zatem nadzieję, że w kampanii będzie mniej populizmu.

– Miejmy taką nadzieję. Nie chodzi o to, że Polski na nic nie stać, ale o to, że w tych ostatnich 10 latach dość sporo pieniędzy poszło do różnych grup społecznych – choćby przez program 500 i 800 plus, choćby 13. i 14. emeryturę. Nie może być też zgody na obniżenie wieku emerytalnego, bo to nas sporo kosztuje, trzeba więcej pieniędzy wpłacać do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych. No i druga rzecz – my w tej chwili gigantyczne środki wydajemy także na programy inwestycyjne, nie tylko w obronności, ale także w energetyce i w kolejnictwie. My nie mamy na to dziś pieniędzy, więc w najbliższych kilkunastu latach jest 2,5 biliona złotych do pożyczenia. Ale gdy kredyty pójdą na inwestycje, to pieniądze na spłatę się znajdą. Gorzej, gdy będziemy się zapożyczać, aby te środki „przejadać”.

Rozmawiał Adam Brzozowski

TAKIE ZOO SKOMPLETOWAĆ... KRUPA i OCZKOŚ BEZLITOŚNIE O KANCELARII PREZYDENTA!
Sonda
Wierzysz w wyborcze obietnice polityków?

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki