,,Super Express": - Ambasador Izraela mówi, że będą jeszcze rozmowy z polskim rządem na temat ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej. Czy to oznacza, że prezydent zrobił dobrze, kierując po podpisaniu ustawę do Trybunału Konstytucyjnego i dając czas na takie rozmowy?
Andrzej Morozowski: - Ale prezydent żadnego czasu nie dał. Podpisał ustawę, więc w ciągu kilkunastu dni wejdzie ona w życie. Owszem - przed laty był już zapis prawny podobny do tego z PiS-owskiej ustawy o IPN. I wtedy też sprawa była w Trybunale. I sąd - a oskarżonym w sprawie był Jan Tomasz Gross - zdecydował, że wstrzyma się z wyrokiem do czasu werdyktu Trybunału Konstytucyjnego. Ostatecznie TK ustawę zakwestionował. Być może tak będzie i tym razem.
- Przejdźmy jednak do stosunków polsko-izraelskich. Czy te rozmowy doprowadzą do ich poprawy?
- Niestety obawiam się, że poprawa tych stosunków to będzie długotrwały proces. Niestety, każdy, kto gra na rozhuśtaniu antysemickich emocji, przegrywa. Przykładem jest Gomułka, który w rozgrywce partyjnej zagrał kartą antysemicką. Efekt był tragiczny i w Polsce, i dla międzynarodowego odbioru naszego kraju. Dopiero długoletnia praca wielu ludzi, w tym Władysława Bartoszewskiego czy Lecha Kaczyńskiego, doprowadziła do poprawienia tych relacji. Teraz to może zostać zniszczone. A odbudowa będzie bardzo trudna.
- Ale na czym polegać ma ta "gra" na antysemityzmie?
- Część bynajmniej nieantysemickiej prawicy od jakiegoś czasu puszczała oko do antysemickiej części elektoratu. To mówienie, że Żydzi chcą jakichś pieniędzy od Polaków, że rozpuszczają kłamstwa o polskich obozach - miało miejsce. I teraz to się może bardzo zemścić. Bo gra na antysemityckich sentymentach zawsze w naszej historii kończyła się bardzo źle.