- Prof. Rafał Chwedoruk alarmuje, że Donald Tusk znalazł się w podobnym położeniu do Jarosława Kaczyńskiego sprzed lat, mierząc się z trudnym dylematem politycznym.
- Premier, choć mobilizuje swoich zwolenników, staje się jednocześnie silnym czynnikiem wyzwalającym negatywne emocje i mobilizującym opozycję.
- Dowiedz się, dlaczego politolog używa metafory „Sulejówka” i czy Tusk jest zdolny do „samoograniczenia”, by ratować notowania rządu.
Prof. Chwedoruk: Tusk ma dziś podobny dylemat jak Kaczyński
Prof. Rafał Chwedoruk w programie „Niedyskretnie o polityce”, prowadzonym przez Elizę Olczyk, analizował sytuację rządu Donalda Tuska i polityczną pozycję samego premiera. Politolog zwrócił uwagę na podobieństwo między obecnym położeniem Tuska a sytuacją Jarosława Kaczyńskiego sprzed kilkunastu lat.
Jego zdaniem problem polega na tym, że silny lider może jednocześnie mobilizować własny elektorat i ułatwiać przeciwnikom skupienie wyborców przeciwko niemu.
„Donald Tusk staje przed takim dylematem, przed jakim kilkanaście lat temu stał Jarosław Kaczyński, który musiał sobie wraz ze swoim zapleczem zdać sprawę, że tak jak jest czynnikiem mobilizującym tradycyjnych zwolenników PiS, tak jednocześnie jest czynnikiem wyzwalającym negatywne emocje i ułatwiającym mobilizację przeciwko Prawu i Sprawiedliwości. I stąd Beata Szydło, stąd Andrzej Duda, jakiegoś stopnia także Mateusz Morawiecki” – mówił prof. Rafał Chwedoruk w programie „Niedyskretnie o polityce”.
W przypadku PiS odpowiedzią na ten problem było wysuwanie na pierwszy plan innych polityków. Jarosław Kaczyński pozostawał najważniejszą postacią obozu, ale twarzami kolejnych kampanii stawali się m.in. Andrzej Duda czy Beata Szydło.
„Do dziś do końca nie dojechał”
Chwedoruk posłużył się przy tym historycznym porównaniem do Sulejówka, kojarzonego z wycofaniem się Józefa Piłsudskiego z pierwszego planu życia politycznego.
„Sam Jarosław Kaczyński by nawiązać do popularnego stwierdzenia z czasów międzywojennych udał się do Sulejówka. Co prawda do dziś do końca nie dojechał, prawda? Co pewien czas musi wysiadać i ratować ratować partię. Ale Donald Tusk chyba jest w takiej samej sytuacji” – ocenił prof. Chwedoruk w rozmowie z Elizą Olczyk.
„Najciekawsze jest to, czy sam Donald Tusk będzie zdolny do samoograniczenia” – powiedział prof. Rafał Chwedoruk w „Niedyskretnie o polityce”.
Politolog postawił więc pytanie nie tylko o strategię całej koalicji rządzącej, lecz także o decyzje samego szefa rządu. W jego ocenie znaczenie będzie miała gotowość Tuska do ograniczenia własnej obecności na pierwszym planie.
Chwedoruk o problemach rządu Tuska
W rozmowie pojawiła się również ocena kondycji rządu. Politolog zwracał uwagę na problemy, z którymi koalicja mierzy się przed kolejną fazą politycznej rywalizacji.
„Rząd zaliczył po prostu na początku nowego sezonu politycznego potężną wtopę” – stwierdził prof. Chwedoruk.
„Być może mniej pełnomocników, a więcej odpowiedzialności poszczególnych ministerstw. Przerodzenie wyborów sejmowych w plebiscyt będzie zabójcze dla tych...” – mówił politolog.
Jego zdaniem znaczenie może mieć także sposób zorganizowania pracy samego gabinetu oraz czytelne przypisanie odpowiedzialności poszczególnym resortom.
Dostępny fragment wypowiedzi urywa się w tym miejscu, jednak Chwedoruk wyraźnie przestrzegał przed sytuacją, w której kolejne wybory zostałyby sprowadzone do prostego plebiscytu wokół najważniejszych liderów politycznych.
„58 proc. negatywnych ocen”
Prof. Chwedoruk odwołał się również do ocen społecznych premiera oraz jego gabinetu.
„58% negatywnych ocen dla pana premiera i i dla jego rządu, więc to chyba samo o czymś świadczy” – powiedział w programie „Niedyskretnie o polityce”.
W ocenie politologa wynik ten powinien być dla obozu rządzącego istotnym sygnałem. Z jego wypowiedzi wynika, że przed Donaldem Tuskiem stoi nie tylko problem poprawy notowań rządu, ale również decyzja dotycząca własnej roli przed kolejnymi politycznymi starciami.
Porównanie z Jarosławem Kaczyńskim sprowadza się więc do jednego zasadniczego dylematu: czy lider, który jest niezbędny do mobilizowania własnych zwolenników, nie staje się jednocześnie równie silnym narzędziem mobilizacji elektoratu przeciwnej strony.