Lwowska Rada Obwodowa ogłosiła 2027 rok rokiem Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA), jej dowódcy Romana Szuchewycza oraz działacza Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) Ołeha Olżycza. Decyzja zapadła 20 października na plenarnym posiedzeniu Lwowskiej Rady Obwodowej. O uchwale poinformowano na oficjalnej stronie internetowej Rady, a wieść szybko trafiła do Polski wywołując poruszenie.
Decyzję skrytykował m.in. minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz, głos zabrał Instytut Pamięci Narodowej. Temat został także poruszony w porannej rozmowie na antenie telewizji TVN24 z wiceszefem MSZ Marcinem Bosackim.
Polityk wprost ocenił, że „to bardzo zła decyzja, wręcz prowokacyjna”. - Zrobiona jakby przez agentów Rosji tak naprawdę. My mamy obietnicę ze strony najbliższych współpracowników prezydenta Zełenskiego, że ta decyzja nie wejdzie w życie - powiedział Marcin Bosacki.
Jednocześnie Bosacki dodał, że dobrym znakiem jest to, iż we wtorek późnym wieczorem ze strony internetowej obwodu lwowskiego ta uchwała zniknęła”. - Trzymamy za słowo kancelarię prezydenta Zełenskiego, że ta fatalna decyzja w życie nie wejdzie - dodał wiceszef Ministerstwa Spraw Zagranicznych.
Ukraińska Powstańcza Armia (UPA), w tym postać Szuchewycza - jednego z jej liderów - pozostaje jednym z najbardziej spornych tematów w relacjach polsko-ukraińskich. Według polskich historyków w lipcu 1943 r. oddziały UPA przeprowadziły skoordynowane ataki na około 150 miejscowości zamieszkanych przez Polaków na Wołyniu, co stało się kulminacją zbrodni określanej w Polsce jako ludobójstwo wołyńskie. Za sprawców uznawani są członkowie Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów frakcji Stepana Bandery oraz podporządkowanej jej UPA.
Polska uznaje zbrodnie popełnione na ludności polskiej za ludobójstwo, natomiast wielu ukraińskich historyków i polityków interpretuje je jako element szerszego konfliktu polsko-ukraińskiego, za który odpowiedzialność ponosiły obie strony.