Super Express: Jak pan oceni sytuację, z którą mamy obecnie do czynienia w Trybunale Konstytucyjnym?
Sebastian Gajewski: Źle się dzieje. Mamy prezesa Święczkowskiego, co do którego wyboru i prawidłowości obsady przez niego stanowiska są daleko idące wątpliwości. Mamy sytuację, w której Trybunał Konstytucyjny z jednej strony nie działa, bo prawie w ogóle nie orzeka. Załatwia kilka, kilkanaście spraw rocznie, a setki, jeśli nie tysiące, wniosków o rozpoznanie spraw czy skarg konstytucyjnych w ogóle nie jest rozpoznawanych. Nie są wyznaczane składy, sędziowie nie orzekają, nie wydają wyroków ani postanowień, po prostu nie robią nic.
- Podobno niektóre skargi obywateli czekają na rozpatrzenie od dziesięciu lat.
- Ja znam sprawy i z wniosków i ze skarg konstytucyjnych, które są nierozpoznawane około dekady, 7-8 lat. Nie wiem dlaczego tak jest, bo do części spraw wystarczają mniejsze składy, mimo to one nie są wyznaczane. Dzieje się bardzo źle. Po drugie mamy TK, którego część sędziów jest wybrana nieprawidłowo, który stracił jakikolwiek autorytet społeczny i zaufanie publiczne. Przez lata był jedną z najważniejszych instytucji, organem władzy publicznej, który cieszył się bezwzględnym zaufaniem społecznym, który, zgodnie z literą konstytucji, potrafił rozstrzygać najtrudniejsze problemy. Był organem, którego słuchali wszyscy, od prawa do lewa. Mogli się nie zgadzać, mogli zgrzytać zębami, bo niekiedy przecież „unicestwiał” ważne ustawy, ale wszyscy się go słuchali. Dzisiaj natomiast mamy Trybunał, który fizycznie nie orzeka, a po drugie nie ma jakiegokolwiek autorytetu. I trzecia rzecz: w momencie, w którym mamy szansę na rozpoczęcie długiego procesu odbudowy zaufania, na to by TK zaczął orzekać, kiedy jest ośmioro prawidłowo wybranych sędziów, to większość z nich, ze względu na postawę prezydenta Nawrockiego i prezesa Święczkowskiego, nie może rozpocząć swojej pracy.
- I nie rozpocznie, dopóki pan Święczkowski w Trybunale jest. Oboje chyba nie mamy złudzeń, że będzie inaczej.
- Kiedy na niego patrzę, słucham jego wypowiedzi w mediach, oglądam nagrania z siedziby TK, widzę co robi, z kim się spotyka, kto jest w jego otoczeniu… Tam są parlamentarzyści PiS-u, którzy funkcjonują w roli jakiejś jego ochrony! To wszystko pokazuje, że z powodu pana prezydenta Nawrockiego i pana prezesa Święczkowskiego proces odnowy Trybunału, którego potrzebuje nie klasa polityczna, ale obywatele, jest wstrzymywany.
- Dlaczego tak się dzieje? Bo Bogdan Święczkowski czegoś się boi? W co gra Karol Nawrocki, skoro jest w sprawę zaangażowany do tego stopnia, że jako głowa państwa osobiście udaje się do budynku TK? Bo takie zachowanie to chyba precedens.
- Jak patrzę na Bogdana Święczkowskiego to mam wrażenie, że nie boi się niczego i nikogo…
- …w środę powiedział, że boi się tylko „pana Boga i sądu ostatecznego”.
- Pewności siebie naprawdę mu nie brakuje. On jest po prostu niezwykle lojalny wobec swojego środowiska politycznego. Przez lata był politykiem PiS, więc zrobi wszystko czego oczekuje Nowogrodzka.
- To tak a propos „apolityczności” Trybunału Konstytucyjnego.
- Widać to bardzo wyraźnie. To jest realizacja misji, którą Bogdan Święczkowski otrzymał od PiS-u, od prezesa Kaczyńskiego i tyle. I jest w tych działaniach bardzo konsekwentny. A jeśli chodzi o Karola Nawrockiego, to nawet nie jest kwestia zdziwienia, że przyjeżdża do Trybunału, tylko tego, że tutaj chodzi o wzięcie udziału w politycznej awanturze, która toczy się przed budynkiem i w samym TK. Chodzi o wyraźne pokazanie politycznego poparcia dla prezesa Święczkowskiego, o podlanie politycznych emocji, które są dzisiaj wokół Trybunału. Mamy do czynienia z momentem, który PiS i wszystkie środowiska prawicowe reprezentowane w parlamencie chcą wykorzystać. Chcą zbudować taki „wspólnotowy moment”. Karol Nawrocki więc przyjeżdża i udziela politycznego poparcia.
- I to jest normalna sytuacja?
- To jest nienormalne z dwóch powodów. Ważniejszy jest taki, że tutaj chodzi o pozycję prezydenta i o pozycję TK. Jeśli Trybunał jest częścią władzy sądowniczej, odrębną i niezależną od innych władz jak mówi konstytucja, a prezydent ma być tej konstytucji strażnikiem, to nie może być tak, że jeśli w TK dzieje się coś, co radykalnie zaprzecza konstytucyjnej idei Trybunału, to prezydent przyjeżdża do budynku i jeszcze dolewa oliwy do ognia. Dolewa benzyny do ogniska i jeszcze bardziej upolitycznia TK. (…)
- Obserwujemy próbę stworzenia jakiejś nowej politycznej „religii”?
- Oczywiście, że tak, bo tego dzisiaj konserwatywnej Prawicy w Polsce brakuje. Przecież ostatnie miesiące to w ich wykonaniu opowieść o podziałach, o ludziach, którzy się nie znoszą, którzy się nawzajem obrażają, którzy zarzucają sobie nie wiadomo jakie rzeczy. PiS, Rozwój Plus, najpierw podział Konfederacji, a następnie wieczne awantury między Mentzenem a Bosakiem. Więc dziś konserwatywna Prawica próbuje mieć jakiś moment wspólnotowy wokół protestu przed TK. A prezydent to wykorzystuje, bo chce być patronem całej Prawicy.
- Karol Nawrocki odwołał nawet w związku z tym wizytę w Słowenii, spotkanie prezydentów krajów Unii Europejskiej.
- Odwołuje wizytę wysokiego szczebla, planowaną z olbrzymim wyprzedzeniem, o bardzo dużym znaczeniu. Jego obecność to obecność Polski, żeby siedziała przy stole, pokazała zaangażowanie, żeby jej głos wybrzmiał. Prezydent wybiera jednak wizytę w gabinecie Święczkowskiego. To jest coś niesamowitego i szkodliwego z punktu widzenia interesów Polski na arenie międzynarodowej. (…)
Rozmawiała Kamila Biedrzycka
W naszej galerii zobaczysz, jak wyglądała sytuacja przed TK: